Nikogo nie dziwi już widok uniesionego wysoko telefonu podczas koncertu, relacja na żywo ze spaceru po muzeum, czy robienie zdjęć i publikowanie ich na bieżąco podczas spotkania ze znajomymi. Czy opowiadanie innym o naszym dniu stało się ważniejsze od przeżywania chwil tu i teraz? Czemu ukrywamy się za aparatem w telefonie zamiast doświadczać chwil, które nas otaczają?

Co na ten temat twierdzą artyści?

Coraz więcej wydarzeń ma w swoim regulaminie zakaz nagrywania i robienia zdjęć przez ich uczestników. Na niektórych z nich telefon komórkowy w ogóle nie może być używany. Zamyka się go w specjalnym pomieszczeniu, albo chowa do futerału, który może być odbezpieczony tylko i wyłącznie przez obsługę wydarzenia.

Jednym z artystów, który całkowicie nie pozwala korzystać z telefonów podczas koncertów jest Jack White, w swoim wywiadzie dla „Jonesy’s Jukebox” tłumaczył skąd ta decyzja:

Nie przeszkadza mi nagrywanie, to jest nawet całkiem fajne. Nie podoba mi się jednak, kiedy ludzie nie biorą udziału w koncercie, kiedy patrzą w dół, sprawdzają wiadomości i piszą SMS-y. Nie mogą przez to klaskać, a że nie mam setlisty, muszę angażować wszystkich w koncert.

Kilka lat temu doszedłem do wniosku, że jeśli nie ma reakcji publiczności, granie koncertów nie ma sensu. Nie chcę uciekać do takich sztuczek, jak fajerwerki i lasery. Sama muzyka powinna sprawić, żeby ludzie brali udział w koncercie razem z tobą.

Więcej przeczytasz tutaj.

Dlaczego to robimy?

Zdjęcie autorstwa ANTONI SHKRABA production z Pexels: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/smartfon-kobiety-technologia-koncert-8041175/

To teraz zastanówmy się co się zmieniło w naszym myśleniu, że „tylko” uczestniczenie stało się dla nas niewystarczające. Bo przecież kiedyś wystarczyło po prostu wyjść sobie na spacer, pozachwycać się tym, co nas otacza, obejrzeć ciekawą wystawę, czy wziąć udział w koncercie ulubionego wykonawcy i BYĆ. Bez chwalenia się innym i panicznego rejestrowania wszystkiego, co zobaczyliśmy.

Chcemy pochwalić się tym, co nas zachwyca

Bo możemy, prawda? Człowiek ma ogromną potrzebę dzielenia się tym, co go zachwyca z innymi. Kiedyś byli to głównie najbliżsi znajomi i rodzina, teraz za sprawą internetu, to grono jest dużo większe.

Gdzieś tam się utarło, że jak coś nie zostało sfotografowane i opublikowane, to się nie wydarzyło.  Dlatego też dzielimy się w Sieci zdjęciami z wyjazdów, koncertów, spacerów, spotkań ze znajomymi. W sumie Facebook i Instagram to taka wielka kolekcja chwil szczęścia i zachwytów. Dzielimy się tym, co nas cieszy i czym chcemy się pochwalić. Przecież nikt nie lubi opowiadać innym, że źle się u niego wiedzie (co swoją drogą jest bardzo ciekawe, bo Polacy podobno lubią sobie ponarzekać, ale chyba częściej robią to w „realu”, niż online ;)).

Więcej o tej potrzebie pochwalenia się pisałam w innych moich artykułach: „Dlaczego fotografujemy jedzenie?”„Dlaczego robimy zdjęcia?”

Magazynujemy wspomnienia na karcie pamięci

Zdjęcie autorstwa Jill Evans z Pexels: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/selektywne-zdjecie-grupy-ludzi-robiacych-zdjecie-malarstwa-mony-lisy-2043385/

Wydaje nam się, że jak coś nie zostanie sfotografowane lub sfilmowane, to bezpowrotnie zniknie z naszej świadomości. Dlatego też próbujemy zapisać wszystkie przeżycia na karcie pamięci telefonu lub aparatu. Ale, paradoksalnie, przez to pamiętamy dużo mniej.

Skupiając się na zrobieniu zdjęcia dajemy naszemu mózgowi znać „nie musisz się wysilać i tego zapamiętywać, bo wszystko zostanie zapisane”. Rozleniwiamy mózg, mniej skupiamy się na tym co „tu i teraz”, przez co pamiętamy dużo, dużo mniej. Ponadto ilość zarejestrowanych zdjęć sprawia, że tracimy chęć do oglądania ich, właśnie przez to, że jest ich tak dużo.

To błędne koło, w które niestety coraz częściej wpadamy.

„Content is the king”

To zdanie kojarzy chyba każdy twórca internetowy, który żyje z treści umieszczanych w Sieci. I to jest grupa osób, o których nie warto zapominać analizując problem z tytułu artykułu.

Twórcy internetowy, influenserzy, czy po prostu content creatorzy, to osoby, które zdobyły popularność w Social Media poprzez publikacje różnych treści. W ich skład wchodzą między innymi urywki z życia codziennego. Codziennie dzielą się oni ze swoimi obserwującymi zdjęciami i filmami z podróży, spotkań ze znajomymi, czy zwykłych codziennych aktywności. Takie zachowanie dzieje się tak regularnie, że wchodzi im w nawyk.

Nawyki to zautomatyzowane czynności (sposoby zachowania, reagowania na to, co nas otacza), które nabywa się w wyniku ćwiczeń (głównie podczas regularnego powtarzania). Automatyczne – czyli pozbawione refleksji, mechaniczne działania, które po jakimś czasie często robimy bez udziału świadomości.

Stąd też raz na jakiś czas możemy czytać o jakiejś wpadce influensera, czy usuniętych treściach, które nie spodobały się innym.

Co na to prawo?

Zdjęcie autorstwa Julia M Cameron z Pexels: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/mezczyzna-para-milosc-ludzie-8841575/

Czy w ogóle można zupełnie legalnie podzielić się nakręconym filmem podczas koncertu, czy zdjęciem zrobionym podczas jakiegoś innego wydarzenia? Bo to, że tracimy na tym my jako obserwatorzy, to już wiemy. A co z twórcami i artystami?

Pamiętajcie, że utwory chronione są prawem autorskim. O ile dla zdjęć, muzyki i filmów jest to dla nas oczywiste, o tyle już np. dla oświetlenie nie do końca (a pisałam o tym przy okazji robienia zdjęć z podróży). Udostępniając takie treści możemy naruszyć nie tylko prawa autorskie do jakiegoś utworu ale także dobra osobiste (prawo do wizerunku) biorącym w nich udziału artystów.

Chcesz wiedzieć więcej na ten temat. Przeczytaj bardzo ciekawie opisany artykuł na LegalnaKultura.


A Ty do której grupy należysz?

Częściej oglądasz „na żywo” i starasz się doświadczać wydarzenia,

czy patrzysz na nie przez aparat w telefonie, bo wolisz wszystko uwiecznić na potem?

2.5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments