Psychologia fotografii

o robieniu zdjęć z perspektywy psychologa

Czy warto wywoływać zdjęcia?

29 czerwca 2017 Emilia Mańk 9 komentarzy

Na samym początku chciałabym Ci zadać pytanie, tylko chwilę się zastanów przed udzieleniem odpowiedzi. Gotowy?

Ile razy oglądałeś zdjęcia z zeszłorocznych wakacji?

Przejrzałeś je chociaż z raz po zrobieniu? A kto z Was obrobił już swoje prywatne fotografie? Ile czasu rekordziści czekają na swoją kolej?

U mnie to coś ok. 4-5 lat. Albo i więcej… Nie liczyłam.

Od jakiegoś czasu obiecuje sobie, że wreszcie przejrzę wszystkie prywatne zdjęcia i wywołam te najciekawsze w formie albumu albo po prostu zwykłych odbitek ale zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, gdy CEWE fotoksiążka zaproponowało mi współpracę i wypróbowanie wybranego produktu z ich oferty. Niestety, jedyne co jest w stanie zmotywować mnie ogarnięcia swoich fotek, to deadline narzucony z góry. Dzięki temu udało się przynajmniej ogarnąć zeszłoroczne wakacje.

Dlaczego warto wywoływać zdjęcia?

1. Wywołanie zdjęć motywuje do przejrzenia i obrobienia ich

I nie leżą gdzieś zapomniane na dysku. Robimy teraz tysiące zdjęć w ciągu roku, a i tak do większości później nie zaglądamy. Mi osobiście bardzo rzadko zdarza się przeglądać stare foldery na komputerze, a do odbitek jakoś częściej wracam. Zawsze jak chce się komuś pochwalić swoimi pracami to wolę pokazać je w formie fizycznej, niż w formie cyfrowej.

2. Oglądanie zdjęć angażuje więcej zmysłów

Możemy je zobaczyć, dotknąć, obejrzeć z różnej perspektywy, a nawet powąchać. Dzięki temu zdecydowanie więcej czasu poświęcamy na przyglądanie się wydrukowanym zdjęciom, niż tym wyświetlanym na ekranie. Zresztą na przykład starsi ludzie w ogóle mają problem ze skupieniem się nad oglądaniu większej ilości ujęć w komputerze. Babcia na pewno wolałaby je wziąć do rąk i wtedy przejrzeć niż mieć je wyświetlone na małym, migoczącym ekranie.

3. Odbitki są bardziej trwałe niż pliki cyfrowe

Gdzieś przeczytałam, że nośniki cyfrowe są w stanie przetrwać max 20 lat, a odpowiednio przechowywane odbitki nawet ponad 100. Zresztą ile razy w ostatnim czasie zdarzyło Ci się stracić zdjęcia z dysku, karty czy telefonu? No właśnie.

4. Możesz je oglądać wszędzie i o każdej porze

Nic Cię nie ogranicza. Można po prostu wziąć album/odbitki w rękę i przeglądać je w dowolnym miejscu na ziemi. Na pewno nie potrzebujesz do tego prądu i dostępu do komputera.

5. U każdego wyglądają tak samo

Pokazujesz komuś swoje prace i nie musisz martwić się o to, czy jego ekran jest dobrze skalibrowany. Nie ma co się oszukiwać, większość osób korzysta z niekalibrowanego sprzętu, więc zdjęcia u nich wyświetlane mogą się znacznie różnić od tych u Ciebie. A chyba nie po to siedzisz nad każdą fotką po kilkadziesiąt minut, żeby potem ktoś ją oglądał w dziwnych odcieniach, bo akurat taki ma monitor 😉

CEWE fotoksiążka

Zamówiłam dwa produkty z oferty. Pierwszym z nich był Mała 26-stronicowa fotoksiążka, z cyfrowym drukiem, błyszczącym papierem oraz miękką okładką, czyli najtańsza (19,99zł) i najmniejsza z możliwych opcji (ok. 14 x 13 cm).

Prezentuje się w taki sposób:

Zależało mi na lekkim i niedrogim fotoalbumie, w którym mogłabym umieścić swoje codzienne, prywatne zdjęcie, np z wakacyjnych wyjazdów. Wiadomo – wtedy jakość papieru nie jest aż tak ważna jak przy drukowaniu portfolio. Liczy się niezbyt wygórowana cena, dobre odwzorowanie kolorów ale i to, aby była poręczna.

I tak właśnie jest. Co prawda zrobiłam spory błąd i wrzuciłam tam zdjęcia pobrane bezpośrednio z Instagrama i część wygląda jak zrobione mikrofalówką ale oczywiście mogłam wiedzieć, że tak będzie. Zresztą… możecie sobie porównać zdjęcia z powyższych fotek z tymi umieszczonymi na moim Instagramie, odwzorowanie kolorów jest bardzo dobre. Koleżanki z pracy od razu uznały, że idealnie nadaje się na prezent. To prawda, jest malutka i urocza 🙂

Drugim produktem, który chciałam przetestować jest fotoksiążka w wersji bardziej PRO. Padło na Dużą Fotoksiążkę (ok. 21 x 28 cm) wydrukowaną na wysokiej jakości papierze fotograficznym, oczywiście w wersji matowej.

A sama książka prezentuje się w ten sposób:

Fotoksiążka już na pierwszy rzut oka wygląda na porządną. Kartki są bardzo grube i mocne. Kolory żywe, kontrasty prawidłowe (ciemne elementy nie są tylko brzydką czarną plamą, jak to czasem bywa). Myślę, że spokojnie można na niej wydrukować swoje portfolio albo produkty dla klientów nie martwiąc się o jakość.

Zrobiłam jeszcze porównanie jak wygląda to samo zdjęcie w obydwu formatach (tylko miejcie na uwadze fakt, że to mało zostało ściągnięte bezpośrednio z instagrama, więc jakość jest słaba).

Podsumowując

Jakość obydwu fotoksiążek jak najbardziej mnie zadowoliła. Najważniejsze, że kolory są takie jak powinny, a uwierzcie mi mam na puncie tego niezłego świra. Cieszę się, że chociaż jedne zdjęcia z wakacji doczekały się ogarnięcia. Trzymajcie kciuki, żeby z resztą też się udało 🙂

A czy Ty wywołujesz swoje zdjęcia? Masz w ogóle czas żeby usiąść i nawet lekko obrobić fotki z wakacji? Czy może robisz wszystko na bieżąco i nie masz żadnych prywatnych zaległości? Jak to u Ciebie wygląda?

#cewe#fotoksiążka#wywoływanie#zdjęcia

Previous Post

Next Post

  • Rafał Wałęka

    Myślę, że zrobię tę najmniejszą fotoksiążkę – wrzucę tam zdjęcia z Instagrama 🙂 Bo pstrykamy, wrzucamy, a potem ciężko się połapać w setkach zdjęć. Obiecuję wiosenne albo w sumie letnie porządki.

    • Tylko uważaj na wrzucanie zdjęć bezpośrednio z instagrama. Chyba najlepiej je sobie ściągnąć z telefonu na komputer i dopiero wtedy wrzucić w fotoksiążkę. Jakość powinna być dużo lepsza 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Mam szafę pełną albumów, ale od kilku lat jakoś schodzi i nie wywołuję. Musze wrócić do tego nawyku.

  • Przepiękna 🙂

  • Takie wywołane zdjęcia to piękna pamiątka. Możemy mieć pewność, że nie zostaną usunięte z dysku.. Bo mamy je w albumie. 🙂

  • Paulina Matulewicz

    Ja lubię wywołać zdj np. z imprez/spotkań rodzinnych i je rozdać by inni też mieli pamiątkę 😉 A co do przeglądania starych zdjęć np. wakacyjnych to robię to w każde wakacje 😀 jakoś lubię tak powspominać czasami 😉

  • Ostatni raz wywołam zdjęcia 2 lata temu i to bardziej dla kogoś niż dla siebie. To straszne, gdy się o tym pomyśli :D. Kiedy, gdy miałam aparaty na kliszę, uwielbiałam moment wywoływania. Teraz może i przeglądam zrobione zdjęcia, ale ich nie obrabiam i nie kataloguję. Mam nadzieję, że Twój wpis będzie dla mnie motywacją :D.