Internet w ogólnodostępnym użytku mamy do dyspozycji od czerwca 1994 roku. Mimo że minęło już ponad 25 lat, a w dzisiejszych czasach dostęp do Sieci jest dla nas czymś oczywistym, to nadal wiele osób żyje w przekonaniu, że Google to wyszukiwarka darmowych obrazków. A kradzież zdjęć to powszechne zjawisko.

Fotografowie, jak i inne osoby tworzące w sieci, bardzo często spotykają się z sytuacjami, gdy ktoś bezprawnie i bez pytania wykorzystuje ich prace. Są to zarówno wykonane przez nich zdjęcia ale także całe teksty z blogów, informacje dla klientów, treści ofert, a nawet całe aranżacje sesji zdjęciowych.

W poniższym artykule chciałabym Ci opowiedzieć jakie nieprzyjemne sytuacje spotykają fotografów w Sieci. Dowiesz się też skąd brać darmowe zdjęcia, w jaki sposób najlepiej dzielić się pracami innych oraz jak sprawdzić czy ktoś nie ukradł Twoich zdjęć.

Z jakimi naruszeniami spotykają się fotografowie?

  • Kradzież zdjęć przez innych użytkowników Internetu

To chyba najczęściej spotykany problem, a na pewno najgłośniej komentowany w mediach społecznościowych. Niestety nadal istnieje przekonanie, że zdjęcia wrzucone do Sieci są dobrem publicznym i można z nimi robić co się chce.

Każda fotografia chroniona jest ustawą o prawie autorskim (Dz. U. 1994 Nr 24 poz. 83), zgodnie z którą nie można rozporządzać pracami autora bez jego uprzedniej zgody, a podpisanie użytego zdjęcia to obowiązek, nie zaś dobra wola udostępniającego (chyba, że autor zdecyduje inaczej). Nawet jeżeli nie było żadnych informacji o prawach autorskich lub zdjęcie nie było opatrzone znakiem wodnym.

Podpisanie fotografii “źródło: Internet” nie załatwi sprawy, bo każda fotografia ma przecież swojego autora.  To nie jest tak, że zdjęcia udostępnione w Sieci należą teraz do wszystkich i można sobie je w dowolny sposób wykorzystywać.

Jeżeli chcesz podzielić się czyimś zdjęciem, to najlepiej skorzystać z opcji “udostępnij”, którą oferuje większość social media. Wtedy automatycznie podpisane są przez autora i posiadają odnośnik do jego profilu. Jeżeli chcesz skopiować obrazy i umieścić je u siebie zawsze należy napisać do autora i spytać się o zgodę na publikacje.

  • Kradzież zdjęć przez innych fotografów

Tak, to niestety ma miejsce. Są ludzie, którzy budują swoje “portfolio” na pracach skopiowanych ze stron innych fotografów. Raz na jakiś czas na grupach branżowych pojawiają się informacje o całych stronach z ofertami, gdzie w galeriach znajdują się zdjęcia innych twórców.

Co gorsza tacy “artyści” nie widzą totalnie nic złego w reklamowaniu się cudzymi pracami. Znajdują chętnych klientów na swoje usługi, którzy otrzymują zdjęcia mocno odbiegające od tych prezentowanych w portfolio. Bądźcie czujni, niektórzy nadal uważają, że nie ma nic złego we wrzucaniu do oferty fotograficznej zdjęć kupionych na stock’ach, bo “przecież za nie zapłaciłem”.

W następnym artykule opiszę Ci w jaki sposób zweryfikować takie osoby i nie dać się oszukać.

Twórco – inspirowanie się nie jest czymś złym, zresztą pisałam o tym we wpisie “Gdzie szukać inspiracji do zdjęć?”. Istnieje jednak bardzo cienka granica między inspiracją, a kopiowaniem czyiś pomysłów. Zrealizowanie dokładnie takich samych pomysłów jak nasza “konkurencja” nigdy nie wychodzi na dobre, a środowisko fotografów wbrew pozorom jest dosyć małe i sam zainteresowany (i okradziony) dowie się o tym prędzej, czy później.

  • Kradzież zdjęć przez klientów

Wiem, że ten punkt wzbudzi dużo kontrowersji ale ktoś musi powiedzieć to głośno: klienci nagminnie kradną zdjęcia swoim fotografom, chwaląc się wśród znajomych jak to przechytrzyli tego gościa i skopiowali sobie wszystkie nieobrobione zdjęcia, które dostali do wyboru. A zapłacili tylko za część z nich.

Cały czas istnieje w naszym polskim społeczeństwie przekonanie, że im więcej, tym lepiej (nie ważne jakiej jakości). Ludzie chwalą się swoim sprytem i tym, że udało się “załatwić” więcej, niż to ile było w umowie, zapominając o tym, że to najzwyklejsza kradzież i brak szacunku do pracy drugiego człowieka.

Nieobrobione zdjęcia to półprodukt, coś niekompletnego, niegotowego. O tym dlaczego fotograf nie chce oddawać wszystkich surowych zdjęć przeczytasz dokładniej tutaj.

Prawda jest taka, że wszystkie zdjęcia chronione są prawem autorskim, które mówi o tym, że to fotograf ma do nich wszelkie prawda. Ty dysponujesz tylko i wyłącznie prawem do swojego wizerunku, które nie daje Ci zielonego światła w dowolnym dysponowaniem zdjęciami, na których jesteś. Gdzieś tam utarło się myślenie, że skoro jestem na danym zdjęciu to mogę sobie robić z nim co chcę, nie zważając na to, kto jest jego autorem. A to nie zupełnie tak wygląda. Podpisując z fotografem umowę udziela Ci on licencji na wykorzystanie fotografii w konkretnie opisanych sytuacjach. Inną umowę spisuje się dla użytku prywatnego, inną komercyjnego.

To oznacza, że skopiowanie sobie zdjęć i wrzucenie ich na swój profil na fb bez zgody autora jest łamaniem prawa autorskiego. Już nie wspomnę o samodzielnym obrabianiu ich albo przepuszczaniu przez instagramowe filtry. 

Dokładnie opowiada o tym Olek Ikaniewicz w jednym ze swoich ostatnich filmów o tutaj.

  • kradzież całych aranżacji na zdjęcia, dokładnej oferty i modelu biznesowego przez innych fotografów

Powtórzę się ale chcę to dokładnie podkreślić – istnieje bardzo cienka granica między kradzieżą, a inspiracją, którą bardzo łatwo przekroczyć. Ale jeżeli dwóch fotografów ma dokładnie taką samą ofertę, te same stylizacje i scenki tematyczne, a nawet grafiki reklamujące dane sesje to już coś jest nie tak i powinno zapalić nam się czerwone światło.

Wiem, że szczególnie fotografki robiące zdjęcia rodzinne często spotykają się z tego typu problemem, gdzie konkurencja kropka w kropkę kopiuje ich całą ofertę i stylizacje na sesje. Dziwnym trafem dzień, dwa dni po publikacji na stronie konkurencji pojawiają się dokładnie te same grafiki, oferty i stylizacje. Czasami dodatkowo z mocno zaniżonymi cenami.

Ale także fotografów ślubnych to nie omija i często znajdują poradnikowe teksty dla par młodych, które zostały skopiowane z ich blogów na strony innych fotografów.

Jako klienci wspierajmy osoby kreatywne, z własnym pomysłem na biznes, a nie kopiujące od innych. Mamy wybór, dokonujmy go świadomie.

Jak sprawdzić, czy ktoś nie ukradł naszych zdjęć?

Jak sprawdzić, czy ktoś nie ukradł naszych zdjęć?

1. Google Grafika

Najprostszym sposobem jest wyszukiwanie zdjęć w Google. Nie każdy o tym jeszcze wie ale oprócz wyszukiwania za pomocą hasła mamy także możliwość korzystać z wyszukiwania grafik.

Wystarczy wejść za zakładkę “Grafika” (albo wpisać dowolne hasło i kliknąć na zakładkę “Grafika”) i wybrać ikonkę aparatu. Po dodaniu linku do zdjęcia albo bezpośrednio pliku z dysku Google pokaże nam wszystkie strony, na których został umieszczony dany obraz.

2. TinEye

Działa na tej samej zasadzie, co Google Grafika. Wystarczy wkleić link do zdjęcia albo wrzucić bezpośrednio plik z dysku, by dowiedzieć się gdzie zostało ono udostępnione.

Co ważne, TinEye to także rozszerzenie do Google Chrome, Firefoxa, Safari i Opery. Dzięki niemu od ręki będziemy mogli sprawdzić sobie poszczególne zdjęcia, co znacznie przyśpiesza cały proces. Więcej dowiesz się tutaj.

Skąd legalnie brać darmowe zdjęcia?

Skąd legalnie brać darmowe zdjęcia?

Jeżeli potrzebujesz zdjęć do zilustrowania artykułu na blogu albo po prostu wrzucenia gdziekolwiek możesz śmiało skorzystać z banków darmowych zdjęć. Są to miejsca, z których legalnie ściągniesz fotografie do dowolnego użytku.

1.Pixbay

To bank zdjęć, z którego sama najczęściej korzystam. Lubię go za ogromną bazę, dobrą jakość publikowanych fotografii i jasną informację na temat możliwości ich wykorzystania. Dodatkowo umieszczone są także dokładne dane EXIF.

pixbay darmowe zdjecia

2. Unsplash

Działa na ten samej zasadzie, co Pixbay. Z tym że tutaj z założenia wszystkie publikowane zdjęcia są darmowe i można je wykorzystywać w celach komercyjnych i prywatnych.

EXIF znajdziesz klikając na przycisk “Info” w prawym dolnym rogu.

3. Flickr

Jak dla mnie najmniej intuicyjny ale ze zdecydowanie największą bazą zdjęć. Jak klikniesz w link na górze zostaniesz przeniesiony do zdjęć skatalogowanych zgodnie z licencją na ich wykorzystanie.

Więcej o rodzajach licencji w dalszej części tekstu.

4. Let’s CC

Wyszukiwarka darmowych materiałów w licencji Creative Commons. Dodatkowo można wybierać między obrazami z możliwością wykorzystania komercyjnego i ze zgodą na modyfikację.

5. CC Search

To samo co powyżej.

Więcej miejsc z darmowymi zdjęciami znajdziesz tutaj: blog Otwarte Zasoby.

Rodzaje licencji – darmowe zdjęcia

Ze względu na części składowe wyróżnia się 6 różnych licencji, które można nadać zdjęciom za darmo udostępnianym w sieci.

Wszelkie informacje, noty prawne i bardzo fajnie opisane wszelkie szczegóły znajdziecie na polskiej stronie Creative Commons oraz na Wikipedii.


Podsumujmy

  1. Wszystkie zdjęcia chronione są prawdami autorskimi, które posiada osoba, która jest ich twórcą. Chyba, że ona zadecydowała inaczej i udostępniła fotografie na zasadzie licencji CC.
  2. Brak znaku wodnego na zdjęciu nie oznacza, że jest ono “niczyje”.
  3. Google nie jest dobrym miejscem na wyszukiwanie darmowych zdjęć.
  4. Zdjęcia opublikowane na Facebooku lub w innym social media nie przechodzą automatycznie do domeny publicznej. Nie można ich wykorzystywać bez zgody autora.
  5. Podpisanie fotografa to Twój obowiązek, a nie dobra wola i nagroda dla samego twórcy.
  6. To, że zdjęcie przedstawia Ciebie nie oznacza z automatu, że możesz dowolnie z niego korzystać. Fotograf posiada prawa autorskie do swojej pracy, Ty – prawo do swojego wizerunku widniejącego na niej.
  7. Zrobienie screena/skopiowanie surowych zdjęć, które otrzymałeś do wyboru od fotografa to kradzież. Udostępniając je bez zgody autora łamiesz prawo.
  8. Jeśli widzisz, że ktoś z Twoich znajomych wykorzystuje prace innych w niedozwolony sposób – podrzuć mu ten artykuł.

Informuj – nie ignoruj.

Na koniec ciekawe teksty do poczytania:

I jeszcze historia jednego z czytelników – Kuby:

Moja historia zaczęła się we wrześniu 1981 roku, w zasadzie 9 miesięcy wcześniej…. Ok, a tak na poważnie -> mi zostały zdjęcia skradzione. A było to pewnego razu jak startowałem do szkoły fotograficznej. Ta otóż szkoła zażyczyła sobie takie portfolio. Teoretycznie nic poważnego, ale chcieli, jeśli ktoś miał. I takie otóż to portfolio sobie zrobiłem i z wielkim bananem na gębie zaniosłem. W szkole miła pani sekretarka wzięła moje wypociny do ręki. Przeglądając miała nietęgą minę po czym stwierdziła, że nie może tego przyjąć bo… zdjęcia są kradzione.

– Że co, słucham?? – grzecznie pytam.

Po czym pani w okienku wypięła się, nadęła i zniknęła. Po chwili przyszła z innym albumem i powiedziała, że ktoś już przyniósł kilka takich samych fotografii.

– Że co, słucham? – pytam zmieszany.

Co się okazało – że ktoś znalazł moje fotki i przedstawił w tej samej szkole jako swoje. Po krótkiej pogawędce ze zmęczoną życiem i przysypiającą panią sprawę zgłosiłem do władz uczelni. Oczywiście musiałem udowodnić, że to nie ja jestem “kradziejem”, ale ten drugi. Nie było to trudne.

Wystarczyło pochwalić się plikami RAW, których z racji fizyki i czasoprzestrzenności miejsca ten drugi nie miał. Sprawa skończyła się tak, że tamtego ludzika zdyskwalifikowali. Z niedoinformowania i lenistwa sprawy nie zgłosiłem na policję, choć trochę teraz żałuję.


Ukradli Ci kiedyś zdjęcia albo inny rodzaj Twojej pracy został bezprawnie wykorzystany?

Jak zareagowałeś/zareagowałaś?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o