Psychologia fotografii

o robieniu zdjęć z perspektywy psychologa

Nie mów mi, że bawię się w fotografa

27 marca 2017 Emilia Mańk 27 komentarzy

Jakby ktoś tworzył listę zwrotów, które najbardziej denerwują fotografów, to pytanie „jak zacząć bawić się w fotografa?” zdecydowanie znalazłoby się na jej szczycie. To nie będzie kolejny post o tym, jak to fotografom jest źle. Chciałabym Wam wytłumaczyć, jak to wygląda z ich perspektywy. Czemu nazywanie ich pracy „zabawą” irytuje, a czasami nawet sprawia dużą przykrość.

To jakaś plaga

„Cześć,
chciałabym zacząć bawić się w fotografa, mogłabyś mi doradzić jaki aparat na początek kupić i jakie sprzęty potrzebne będą do wyposażenia domowego studia? Staram się o dotację z urzędu i już chciałabym powoli tworzyć sobie listę rzeczy do kupienia. Jakie akcesoria do sesji będą mi potrzebne na początek? Ile ubranek, gadżetów itp? Myślę, o tym żeby zacząć fotografować dzieci – to takie łatwe, proste i przyjemne, a przy okazji można sporo zarobić. Pomogłabyś mi i doradziła jak zacząć?”

Coraz więcej fotografów skarży się na tego typu wiadomości od znajomych lub osób zupełnie im obcych. Niektórzy nazywają to już nawet plagą. Nie chodzi o to, by kogoś hejtować. Sama jestem za tym, żeby pomagać innym ale pomoc też ma jakieś granice. W tej chwili mamy dostępnych w sieci tyle informacji, że pytanie kogoś o podanie wszystkiego na tacy jest przynajmniej niepoważne. Zebranie wszystkich potrzebnych informacji, wypracowanie stylu pracy, czy odnalezienie odpowiednich gadżetów do sesji to często lata ciężkiej pracy poświęcone na udoskonalanie własnego warsztatu.

W świecie, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki, ludzie stali się już tak leniwi, że wymagają aby ktoś podał im całą tajemną wiedzę pod nos. To smutne. Mamy tak dużo możliwości, czemu nie potrafimy z nich korzystać?

Ale nie o tym chciałam pisać.

Fotografia to też praca

Tylko w większości przypadków nie taka od 8 do 16 z wolnymi weekendami. Nie trzeba siedzieć w osiedlowym studio foto i trzepać zdjęcia do dokumentów żeby mówić, że żyje się z fotografii.

W Polsce sporo osób zarabia tylko na robieniu zdjęć. Prowadzi zarejestrowaną działalność gospodarczą, płaci podatki i ZUS, utrzymuje dom i rodzinę. To praca jak każda inna. Utarło się, że robienie zdjęć to hobby, coś łatwego, lekkiego i przyjemnego – na pewno nie kojarzy nam się z poważnym zajęciem, z którego można zarobić na chleb. Cały czas na forach pojawiają się posty osób, które stwierdziły, że jak już mają aparat to przecież mogą zacząć zarabiać na ślubach i chrztach. Doskonale rozumiem złość osób, które od lat siedzą w branży i czytają tego typu treści, chociaż w 100% jestem przeciwna obrażaniu i poniżaniu się nawzajem, o czym pisałam jakiś czas temu na Facebooku i zdania nie zmieniłam, co do sposobie komunikowania się na grupach fotograficznych.

Ale wracając do tematu.

Tak, fotografia to pasja i przyjemność. Także hobby, które może stać się normalną pracą. Pracą jak każdą inną. Fotografowie to jedna z nielicznych grup zawodowych, które często podkreślają, że kochają swoją pracę. Robią to, co sprawia im wielką przyjemność, chwalą się tym, co ma spory wpływ na to, jak ich praca jest postrzegana. Wychodzimy z założenia, że jak ktoś cieszy się z tego, co robi, to na pewno nie przepracowuje się. Ale między chwilami szczęścia i radości są też mniej przyjemne sytuacje. Fotografia to spotkania z ludźmi i robienie im zdjęć ale także noce zarywane na obróbce i ciągłym uczeniu się nowych rzeczy. To mnóstwo pieniędzy wydane na nowy sprzęt i gadżety do sesji. Strach o jutro i kombinowanie jak tu pozyskać nowych klientów. Wszystko, co nie jest bezpośrednio związane z fotografią – wszelkie działania marketingowe, prawne, księgowe, prowadzenie stron, blogów, fanpage. Wreszcie – to także nieprzyjemni klienci (kto pracował w branży związanej z kontaktem z klientem wie jacy potrafią być ludzie) i wystawianie się na krytykę swojej twórczości, co czasem mocno boli (o depresji u fotografów pisałam tutaj).

Jak człowiek zarabia na tym, co kocha robić to znaczy, że robi to gorzej? Jest mniej wartościowy? Mniej poważnie podchodzi do swojej pracy i nie można traktować go na serio? To dlaczego tak wiele osób nie docenia tego całego wysiłku nazywając to „zabawą”? Wyobrażacie sobie podejść do lekarza i spytać się go: „jak tam jego zabawa w chirurga”?

No właśnie.

Ostatnio sporo osób pytało mnie dlaczego nie chcę zająć się fotografią „na poważnie”. Rzucić wszystko, założyć własną firmę i żyć z robienia zdjęć. Mam nadzieję, że ten post to trochę tłumaczy. Dla mnie fotografia to zabawa i sposób na zrelaksowanie się i niech tak na razie zostanie.

#fotografia#praca fotografa#psychologia#zrozum fotografa

Previous Post

Next Post

  • Ma Mg

    Mnie najbardziej „śmieszy” jak ktoś chce się nauczyć robić zdjęć, i robi na siłę te zdjęcia, i porównuje się do innych. Moim zdaniem nie da się nauczyć robić dobrych zdjęć, „by mieć tę wizję”. Albo to widzisz, albo nie, bo ktoś ma takie widzimisię i on chce być fotografem i już, bo kogoś innego zdjęcia mu sie podobają to on też tak chce..

  • Nie wydaje mi się, żeby takie stwierdzenie było złośliwe. W fotografowaniu na pewno jest taki trochę element zabawy, więc też za bardzo nie ma o co tak się złościć. 🙂

  • Lord Nikon

    Tak jest 😉
    Bo u nas dominuje kultura zawiści.
    Nie ucz się w szkole – nienawidź tego, kto nauką i pracą osiągnął cel.
    Bądź uczciwym proletariuszem – nienawidź każdego kto ma lepiej.

    „Zabawa w fotografię” to właśnie takie deprecjonowanie drugiej osoby. Może i zarabia 2x 3x 4x tyle co ty, jestem np. bankierem. Jednak fotografia jest jakaś tak…kolorowa. To jest zabawa nie praca. Praca to „tyranie” 🙂
    Łapiecie?

  • Alicja Jaroń

    Troszkę tak jest postrzegana praca, która nie zamyka się w schemacie 8h pon-pt. Nie tylko jeżeli chodzi o fotografów. Ja pracuję jako trener personalny, instruktor fitness i od kilku lat uczę się fotografii z myślą o firmie w przyszłości. Nie mam umowy o pracę, sama ustalam godziny w których pracuję, stawkę godzinową fakt – mam sporo większą niż na etat, ale też zdecydowanie większe obciążenie fizyczne. Nie pracuję 8h dziennie. Czasami jestem w pracy 3h, czasami 5 a czasami 14, bo tak się poukłada. Kiedyś powiedziałam w towarzystwie „przepraszam, będę się zbierać bo jestem zmęczona” usłyszałam „a czym ty się zmęczyłaś w takiej pracy?”

    Po prostu trzeba się ładnie uśmiechnąć i nie przejmować tym, że ludzie dalej żyją w takich schematach 🙂

  • Dominik Stecki

    Fotograf to trochę taka osoba co majstruje z czasem, bo robiąc zdjęcia sprawia, że zatrzymuje ten czas 🙂 zatrzymuje piękne momenty.
    Kiedyś nie było tak szerokiego dostępu do sprzętów rejestrujących. Dzisiaj pierwszy lepszy telefon ma aparat, funkcje nagrywania i robienia zdjęć z obróbką… I w drugą stronę: za kasę można kupić powszechnie dostępny już sprzęt profesjonalny. Choć śmieszą mnie ludzie, co kupują za kilka, kilkanaście tysięcy złotych aparaty znanych marek, wszystkie zdjęcia „klepią” a trybie -AUTOMAT- i z tygodniowego wyjazdu do Zakopanego przywożą 10 tysięcy zdjęć, z czego 10 % nadaje się do pokazania komuś. Plagą dzisiejszą jest „klepanie” zdjęć, a nie ich robienie…

    • Im droższy aparat..tym więcej płacisz własnie za funkcje „automatyczne” 😉
      To tak przy okazji. Tak samo jak Pro sprzęt tak samo praca na „manualu” nie jest wyznacznikiem profesjonalizmu fotografa.
      Znajomośc przetu oraz max 😉 wykorzystanie jego mozliwości w tym różniez programów preselekcji przysłony czy czasu a dzis nawet auto ISo to jest jedna z oznak profesjonalizmu. Druga to jakośc zdjęć…a może odrwotnie 🙂 To zalezy czy lubisz miec najnowszy sprzęt czy wyciskać z niego MAXa.

  • oj to temat rzeka totalnie :-)) w sumie można by zawrzeć w nim maaasę anegdot i przykładów, ale to co przytoczyłaś na początku, ten cytat z wiadomości to chleb powszedni ;-)) jak ktoś pyta o coś, z sensem – bardzo chętnie odpowiadam, ale jeśli ktoś czeka na gotowy przepis na sukces zalewa mnie złość i bezsilność :-((
    a tak w ogóle to ja mam wrażenie że ja pracuje 24h/dobe 😀 kiedy innym sie kończy praca o 16:00 a ja wciąż coś… i te urlopy bezpłatne 😀

    • Ale przynajmniej „idziesz” do pracy z uśmiechem na ustach, a nie mówiąc, że jej nienawidzisz. Coś za coś 😀

  • Tekstowni.pl

    O, proszę! Można by zamienić „fotografia” na „pisanie” lub „korekta” i też byłoby 1000% prawdy. Takie mamy czasy, że każdy może być każdym. Ludziom się wydaje, że zawody wymagające de facto talentu i wrodzonego wyczucia są lekkie i przyjemne, a w dodatku zapewniają łatwy zarobek. I łapią się za nie, psując rynek i opinię o branży :(. Tymczasem ci z powołaniem i prawdziwymi umiejętnościami siedzą cicho i gryzą palce z frustracji, resztkami sił powstrzymując się przez komentarzami, które mogłyby być uznane za hejterskie. Oto Polska właśnie…

  • Hej! Dzięki za odwiedziny i link do Twojej strony! Bardzo miło mi Cię poznać. Z przyjemnością będę tu zaglądać.

  • Ja to w ogóle nie lubię określenia „bawię się”. Wypowiem się z perspektywy modelki. 3 lata pracowałam w agencji, to było jeszcze w czasach licealnych i zleceń nie było zbyt dużo, ale mimo wszystko – miałam swoja szefową, miałam klientów (salony ślubne), ktoś mi za te zdjęcia i pokazy płacił = tak, była to praca. Zajmująca mnóstwo energii i bardzo intensywna – kto jest fotografem, ten wie, ile czasami trzeba poświęcić dla dobrego zdjęcia, jak długo trwa przygotowanie modelki do sesji. Tymczasem dostawałam mnóstwo wiadomości od znajomych w stylu „hej, chciałabym zacząć bawić się w modeling, ile ci za to płacą?” – i tutaj od razu widać było, że dziewczę nie ma pojęcia, że przebieg sesji wygląda inaczej niż efekt finalny, co więcej – od razu postawa roszczeniowa „ile”.

    Natomiast teraz fotomodelingiem zajmuję się hobbystycznie, po prostu umawiam się na zdjęcia na zasadzie TFP. I mimo że jest to moja pasja, to nie, nie bawię się w to. Bo wszystko, co kocham, traktuję poważnie. 🙂

  • Wiesz to trochę jak z blogiem. Też mało kto traktuje Cię poważnie :/

  • Barbara Mieszczak

    …Paradoksalnie pociąg zwany światem pędząc do przodu…zapomina… niektórych zabrać ze sobą…wystarczy miec odrobine wyobraźni, by wiedzieć, ze nawet pasja, to czas…nieustanny pospiech w pogoni za…chwilą…to ciezki chleb…pozdrawiam serdecznie autora i powodzenia…
    P.s. Nikt jeszcze wszystkich nie zadowolił…ludzie jak wiesz, są tak różni… 🙂

  • D.s.

    Uważam, że fotografia to rodzaj sztuki, a zdjęcia robione smartfonem nigdy nie dorównają tym profesjonalnym wykonanym na dobrym sprzęcie. Zrobiłem kurs dla początkujących i czuję się mocniejszy w temacie, choć muszę teraz dużo ćwiczyć, żeby się wyrobić i dorównać profesjonalistom.

    • Wyobraź sobie że, Pierwsze profesjonalne lustrzanki często miały aparaty gorsze od niektórych…smartfonów 😉
      Na pewnym poziomie umiejętności „patrzenia” w fotografowaniu coraz mniej liczy sie sprzęt…

  • Od razu przyszła mi do głowy analogia z naszej wspólnej działki i wszelkie teksty typu „w sumie ja też jestem psychologiem, bo przyjaciele mi się zwierzają” czy „e, takie tam rozmawianie to nie jest przecież praca, to jak spotkanie z koleżanką” (i idąc dalej tym tropem zapłata za pracę też się nie należy). Z resztą to chyba problem zawodów z pasją.
    Cóż, nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. A Twój wpis jest tego świetnym przykładem.
    Pozdrawiam ciepło!

  • Ostatnio przyszło mi do głowy, że chciałabym zacząć uczyć się robić lepsze zdjęcia. Często używam określenia, że ” bawię się aparatem”, ale chyba nie powiedziałam nigdy, że bawię się w fotografa. Wydaje mi się, że używanie tego określenia nie musi być koniecznie nacechowane brakiem szacunku do pracy fotografa, a raczej pobłażliwością w stosunku do własnych umiejętności. Nie umiem gotować na przykład, ale czasem mówię, że bawię się w kucharza w domu. Nie mam oczywiście na myśli równania się z profesjonalistami, czy sprowadzania ich pracy do zabawy.
    Chociaż faktycznie, jeżeli zdarzają się wiadomości takie, jak ta we wpisie, z których wynika, że ludziom wydaje się, że praca fotografa to zabawa, łatwy i szybki sposób na zarobek niewymagający umiejętności to jest to przykre. Oczywiście żyjemy w takich czasach, że zrobienie jako takiego zdjęcia nie jest takie trudne. Jak się nałoży kilka filtrów, to nawet niektórzy powiedzą : wow. Chyba, że widzieli wcześniej trzy miliony zdjęć z tymi samymi filtrami nałożonymi od tak z przypadku, a o to też nie trudno:)
    Ale zrobienie takiego zdjęcia, że się buzia sama otwiera od patrzenia, uchwycenie „tego” momentu, zamknięcie rzeczywistości w kadr tak, że wydaje się, że niemożliwe, żeby to dalej była rzeczywistość to coś co wymaga niezwykłych umiejętności. A umiejętności patrzenia i dostrzegania chyba nie da się nauczyć ot tak, pstrykając palcami.
    Ciekawa jestem jak osoby z takim podejściem „pobawię się w fotografa bo to dobry pomysł na zarobek wystarczy do którego wystarczy sprzęt” radzą sobie na rynku.

    • No właśnie tutaj chodzi bardziej o zwracanie się do kogoś i bagatelizowanie pracy jaką wkłada w fotografowanie.

      Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Cieszę się, jak ktoś chce poświęcić mi tyle czasu i napisać kilka (naście) zdań od siebie. To bardzo budujące 🙂

  • Agata Pałys-Suchorab

    Żeby być fotografem trzeba mieć to „coś”. Jak mawiał pan prowadzący pierwsze zajęcia z fotografii na jakie chodziłam: „nie można mieć oka z guzika”. I jeszcze jedna rzecz, nie można pokazać na zdjęciu czegoś czego nie mamy w środku. Jestem w kilku grupach fotograficznych na FB i czasami aż coś się robi jak ktoś nazywając się fotografem (tak ma na profilu na FB) zadaje tak żenujące pytanie świadczące o brakach podstawowej wiedzy. Jeśli miałabym dodać jakiś tekst co wkurza fotografa to: „A co pani sobie wlicza w tę cenę?”

    • A to nie jest oczywiste, co wlicza się w cenę? 😀

      • Agata Pałys-Suchorab

        No dla wielu nie jest oczywiste. Zresztą nie tylko w fotografii jest ten problem. Wiele osób nie przyjmuje do wiadomości kosztów prowadzenie działalności, a coś takiego jak umiejętności, wiedza i nazwijmy to talent już w ogóle da nich nie istnieją. Zdarzyło mi się słyszeć, że przecież odbitka kosztuje 1 zł itp podobne teksty. Na szczęście coraz więcej mam nazwijmy to „właściwych” klientów 🙂

  • Wanda Szumiło Kulczycka

    Mnie strasznie irytuje pojęcie „strzel se fotkę” – nie jestem pewna, czy pasja, to zabawa. W pełnym tego słowa znaczeniu. Natomiast najbardziej mnie irytuje, kiedy ludzie, bez pojęcia o fotografii, nagle stwierdzają, że chcą sobie zostać „artystą fotografem” i sądzą, że nie muszą mieć żadnego pojęcia o robieniu zdjęć. Przychodzą niby poradzić się w temacie nauki o fotografii, natomiast w rzeczywistości, oczekują wyłącznie pochwał i piania z zachwytu. Wręcz momentami jest to zabawne, bo kiedy robią zdjęcie i wychodzi rozmyte, uznają, że oto właśnie fotografia artystyczna. Ewentualnie pokazują zdjęcie i godzinę tłumaczą, „o co chodzi”. Kiedy im się mówi – delikatnie – że zdjęcia powinno się robić świadomie i – co jest ostre, a co rozmyte, to powinna być świadoma decyzja fotografującego, osiągnięta, dzięki wiedzy, jak to uzyskać – są bardzo niezadowoleni. Tak samo z tym, że zdjęcie – zazwyczaj – powinno opowiadać obrazem historię, bez usprawiedliwiania słownego przez godzinę. Tak samo irytuje mnie, jak ktoś robi przeciętne zdjęcia telefonem – o równie słabej jakości cyfrowej – i nagle mnie pyta, czy trudno zrobić sobie wystawę, zamierzając uraczyć bliźnich wydrukami z tych obrazków – wszak jest już artystą fotografikiem… Samo nazywanie siebie „artystą”, jest dla mnie – nie do pojęcia. Brak pokory sprawia, że człowiek niczego się nie uczy.
    Swoją drogą – niestety, fotografia cyfrowa ma ten minus, że jakość poszła w ilość – zamiast 10 dobrych zdjęć, robi się 500 miernych.

    • Niestety, fotografia jest teraz bardziej dostępna dla wszystkich, niż kiedyś i ma to swoje minusy (które świetnie tutaj opisałaś).

  • marcinPoprostu

    W moim odczuciu takie uwagi dowartościowują nawet czasem pod warunkiem, że czyni je ktoś kto nie ma pojęcia o temacie lub zna go powierzchownie, w innym przypadku dobrze rokująca osobę można cokolwiek stłamsić. Najlepiej jest robić swoje i ciut interesować się ogólnie rozumiana sztuką, bez tego trudniej chyba.

  • Najczęściej wypowiadamy się z lekkim pobłażaniem o czymś, czego kompletnie nie rozumiemy bądź nigdy nie doświadczyliśmy. Ale każdy jest kiedyś młody i głupi.

  • Bardzo dobry, mądry i potrzebny tekst!

    Niedawno pierwszy raz pracowałam jako fotograf na ślubie i weselu. Bardzo się do tego przygotowywałam, złożyły się na to lata angażowania się w hobby-fotografię, jak i i pracy nad sobą i warsztatem, nic z przypadku. Byłam jednak zaskoczona, jak bardzo takie robienie zdjęć i bycie w fotograficznej gotowości, stres, emocje – jak bardzo to wszystko jest męczące!

    Zrozumiałam wtedy doskonale fotografów, których obserwowałam na ślubach znajomych, dlaczego podczas przerwy orkiestry też robią sobie przerwę, zamiast akurat wtedy „polować” i wyłapywać ciekawe momenty.. 😀

  • Anna

    Świetny artykuł! Bardzo przemyślane i inspirujący. Właściwie to zarabianie na swojej pasji to nawet jeszcze lepsza rzecz niż zarabianie grubych pieniędzy na czymś, czego nienawidzimy. Praca fotografa to też podejmowanie ryzyka, ponieważ na rynku pracy konkurencja jest ogromna. Dlatego warto dążyć do profesjonalizmu /fragment marketingu szeptanego usunęłam, nie spamujemy. Emila/