Psychologia fotografii

o robieniu zdjęć z perspektywy psychologa

Do czego fotografowi potrzebny jest kot?

29 grudnia 2016 Emilia Mańk 13 komentarzy

Każdy, kto chociaż trochę zagłębiał się w historię fotografii, kojarzy kontrowersje jakie wzbudzała ona wśród ówczesnych artystów. Z jednej strony unosił się krzyk o to, że malarstwo jest szlachetniejszą formą sztuki niż fotografia, z drugiej to właśnie malarze najczęściej sięgali po aparat. Czysty paradoks ale artyści już chyba tak mają – zresztą teraz te spory wyglądają podobnie abstrakcyjnie. Nic się nie zmienia.

Zanim opowiem Wam o co chodzi z tym tytułowych kotem chciałabym najpierw napisać kilka słów o jednym z pionierów fotografii, który nazywał się Oscar Gustave Rejlander. Dlaczego? Po pierwsze: zrobiłam mały research i okazało się, że niewiele z Was ma jakiekolwiek pojęcie o pierwszych fotografach, a wydaje mi się, że pewne nazwiska trzeba po prostu znać, żeby mieć się czym pochwalić wśród znajomych. Po drugie: pan Oscar jest niesamowicie ciekawym i kreatywnym człowiekiem, a i jego fotografie zatrzymują na dłużej.

Oscar Gustave Rejlander (ur. ok 1813 roku) z pochodzenia był Szwedem, studiował w Rzymie malarstwo, a następnie przeniósł się do Anglii, gdzie otworzył swoje studio portretowe. W połowie XIX wieku zaprzyjaźnił się z jednym z asystentów Williama Foxa Talbota, który zaraził go swoją miłością do fotografii. Rejlander zafascynował się robieniem zdjęć do tego stopnia, że w latach 50-tych zaczął uczyć się trudnej sztuki utrwalania kadrów techniką kolodionową. Niedługo też jego atelier malarskie zostało przekształcone w studio fotograficzne.

Dzieci, erotyka i pierwsze fotomontaże

Szwedzki fotograf miał dosyć szerokie zainteresowania, jeżeli chodzi o tematykę jego zdjęć. Bardzo lubił fotografować dzieci. W sieci można znaleźć wiele świetnych portretów przedstawiające małe dzieci uwiecznione podczas różnych, codziennych czynności.

Druga dziedzina w jakiej się specjalizował to zdjęcia erotyczne. Chętnie pozowały mu cyrkówki, przypadkowe dziewczyny zgarnięte z ulicy, czy nieletnie prostytutki. Wiem, że te zdjęcia chętnie wygooglujecie sobie sami, więc nie będę ich tutaj wrzucać 😉 . Osobiście dużo bardziej podobają mi się jego portrety dzieci. Ciekawa jestem, które Wam przypadły do gustu.

Oscar Gustave Rejlander, z tego co udało mi się wyczytać, był osobą, która nie lubiła nudy. Ciągle coś zmieniał w swoim życiu, najpierw malował, potem fotografował, chwytał się wielu różnych tematów, aż pewnego dnia wpadł na pomysł stworzenia wielkiego fotomontażu składającego się z kilkudziesięciu kadrów.

I tak oto powstało jego najsłynniejsze dzieło „Dwie drogi życia”, które wzbudzało sporo kontrowersji i to na różnych płaszczyznach.

Praca ma wymiar ok. 40×76 cm, składa się z 32 połączonych ze sobą negatywów, a stworzenie jej zajęło Szwedowi ok. 6 tygodni. Jest to pierwszy w historii fotomontaż, który z jednej strony pozwolił autorowi zyskać rozgłos, z drugiej naraził go na falę krytyki kolegów po fachu.

W centrum kadru stoją mędrzec i dwóch młodych mężczyzn. Staruszek wskazuje młodzieńcom alternatywne drogi, którymi mogą podążyć w swoim dalszym życiu. Z lewej strony złą drogę: hazard, alkohol, zabawę i nagie kobiety, z prawej – symbole dobrych zachowań: skromność, pracę, modlitwę, rodzinę, pomoc innym.

Oczywiście nie obyło się bez skandalu. Okazało się, że fotografie tak wiernie i dokładnie oddają kobiecą nagość, że publicznie zaczęto pokazywać tylko prawą, tą grzeczniejszą, część, aby nie zdemoralizować ludu. Sytuacje naprawiła dopiero królowa Wiktoria, która tak zachwyciła się symboliczną wymową dzieła, że postanowiła zamówić kopię w prezencie dla księcia Alberta. I od tej pory „Dwie drogi życia” stały się dziełem wartym oglądania w całości.

Dzieło Rejlander było wystawiane w wielu miejscach, aż po roku postanowił on podzielić się kulisami realizacji fotomontażu z członkami londyńskiego Królewskiego Towarzystwa Fotograficznego. I chyba szybko tego pożałował.  Jak to bywa w branży (nadal możemy tego doświadczyć) część fotografów się od niego odwróciła i zaczęto krytykować jego technikę. Mimo tego, że wiele osób miała do niego taki stosunek, jak dzisiaj miłośnicy fotografii analogowej do użytkowników Photoshopa to przyjęto go do tej elitarnej grupy. Co prawda potem nastąpił jej rozłam, głównie przez kontrowersje związane z dziełem Szweda. Doszło do rozłamu w łonie konserwatywnego Szkockiego Towarzystwa Fotograficznego – członkowie powstałego w jego wyniku w 1861 roku Edynburskiego Towarzystwa Fotograficznego doprowadzili między innymi do pokazywania kompozycji Rejlandera w całej jej okazałości.

Kot zamiast światłomierza

A co z tym kotem? Wiem, że większość z Was weszła tutaj, żeby dowiedzieć się, w czym może być przydatny kot (oprócz tego, że jest bardzo fotogeniczny) i jaki ma związek z Oscarem Gustavem Rejlanderem.

Otóż: istnieje anegdotka, która mówi o tym, że Rejlander używał swojego kota jako światłomierza i to on miał duży wpływ na to, czy sesja zdjęciowa odbędzie się czy nie. Studio artysty było bardzo długim pomieszczeniem, które zwężało się na jednym końcu,  a aparat ustawiany był w najbardziej zaciemnionym rogu, aby nie rozpraszać modeli. Ściany zbudowane były ze szkła, co pozwalało na to, by jak najwięcej światła wpadało do środka. Mówi się, że fotograf obserwował źrenice kota przed rozpoczęciem robienia zdjęć. Jeśli były mocno rozszerzone – rezygnował z sesji i zajmował się innymi zajęciami (na przykład szedł na spacer).

I to tyle. Mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca. Chętnie poczytam Wasze wrażenia w komentarzach. A może znacie jakieś ciekawe anegdotki dotyczące innych znanych fotografów? A może sami wykorzystujecie swojego kota jako światłomierz? Dajcie znać poniżej 🙂

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

#ciekawostki#fotografia#fotomontaż#historia fotografii#kot#wielcy artyści

Previous Post

Next Post

  • Tatiana

    Świetny post 🙂 Trzyma w napięciu ( z tym kotem;) ) do samego końca.
    Pierwszy raz, gdy zobaczyłam „Dwie drogi życia” byłam pod wielkim wrażeniem i za każdym razem kiedy wracam do tego dzieła czuję to samo. Pamiętam jak siedziałam z lupką i analizowałam każdy fragment obrazu, wg mnie bardzo fajny pomysł i wykonanie. Co prawda sama nie jestem fanką zbyt dużych ingerencji photoshopowych, ale samo łączenie kadrów dziś uważam za konieczność w niektórych przypadkach (choć na samym początku też byłam sceptyczna).
    Co do innych zdjęć Rejlandera też wolę jego portrety dzieci, są dla mnie bardziej subtelne, „delikatne”. Ale myślę, że pozostałe jego prace też są godne uwagi. Choć, gdybym miała powiesić jego zdjęcia na ścianach wybrałabym tylko „Dwie drogi życia”, bo jest to bezsprzecznie mój ulubiony obraz jego autorstwa.
    A z tym kotem… już teraz chyba wiem czemu mój kocurek tak uparcie uwielbia moją pracownię i pcha się do niej jak tylko usłyszy otwieranie drzwi. Naturę ma pomocnika (wszędzie wściubia nos i pcha łapki), więc pewnie i tam chce pomóc 😉 Może skorzystam…
    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego Nowego Roku!

  • Tusia

    Wow! Kolejna zaleta posiadania kota :D. A sama postać przedstawiona w poście bardzo ciekawa, nigdy wcześniej nie spotkałam się z Rejlanderem, a lubię takie fotograficzne ciekawostki. ,,Dwie drogi życia,, bardzo dobre dzieło.

    Łapacz Chwil

  • La Blonde Vita

    Bardzo interesująca postać, a koty – wiadomo – rządzą światem 😉

  • Red Fuchsia555

    Chyba najbardziej oryginalny światłomierz w historii fotografii:)

  • Łukasz Kuliberda

    Urodził się w 1913, w połowie XX wieku zaprzyjaźnił się, a dzieło życia stworzył w 1857. Ewenement.

    • Przecież pisałam, że był bardzo ciekawą osobą 😀

      Dzięki, już poprawiłam 😉

  • Asia Mancarz

    Dobrze dowiedzieć się tylu nowych rzeczy! 🙂

  • Pingback: Ze Źródeł #105 » kubaosinski.eu()

  • Ewa

    Przy następnej sesji muszę użyć koniecznie kota ,ha,ha,ha .Bardzo ciekawa historia .

  • Ciekawie piszesz. A takiego udziału kota w fotografii się nie spodziewałam 😉

  • semi

    ” wydaje mi się, że pewne nazwiska trzeba po prostu znać, żeby mieć się czym pochwalić wśród znajomych.” … bardzo wazny argument… hahahahaa 😀

  • Proszę przeczytać jeszcze raz tekst i wtedy odnieść się do niego nie przekręcając treści 🙂