Psychologia fotografii

o robieniu zdjęć z perspektywy psychologa

Dlaczego nie lubimy siebie na zdjęciach?

7 lutego 2016 Emilia Mańk 53 komentarze

Okey… kto lubi jak się mu robi zdjęcia (zwłaszcza z zaskoczenia) ręka do góry.

Co Was tak mało?

Zastanawialiście się kiedyś, czemu większość ludzi chowa się przed aparatem?

Odpowiedź wydaje się banalnie prosta dzieje się tak dlatego, że:

BOIMY SIĘ ŹLE WYJŚĆ NA ZDJĘCIU

Cały czas oceniamy i poddajemy się ocenie innych. Dążymy do idealizowania siebie,  pokazywania się z jak najlepszej strony, dlatego to, w jaki sposób zostaniemy przedstawieni jest dla nas tak ważne. Gdzieś w podświadomości jesteśmy przekonani o tym, że aparat wiernie rejestruje świat takim jakim jest, co wywołuje w nas duży dyskomfort i niechęć do pozowania. Boimy się, że na zdjęciu wyjdziemy gorzej niż wyglądamy w rzeczywistości. Ten realizm fotografii sprawia, że wiele osób odczuwa niepokój na samą myśl o tym, że mogą zostać sfotografowani. Nie lubimy być pokazywani w złym świetle, a zdjęcie jako coś trwałego wzbudza dodatkowe emocje, co powoduje, że duża grupa osób unika obiektywu, przez co nie muszą narażać się na negatywną ocenę własnego wizerunku.

Dużą rolę odgrywa tutaj samoocena. Osoby z wysoką samooceną chętniej będą pozowały do zdjęć ale też okażą się mnie wybredne przy wyborze odpowiedniego ujęcia. Dlaczego? Ponieważ nie muszą one nikomu niczego udowadniać, a przede wszystkim nie muszą niczego udowadniać sobie.

KOMPLEKSY

Kto ich nie ma? Małe oczy, krzywy nos, itp. itd… O ile ma je każdy to jednym przeszkadzają bardziej, innym mniej. Fotografia ma to do siebie, że zatrzymuje na zdjęciu jedną, konkretną chwilę, która trwała dosłownie sekundę. Ułamek sekundy zostaje „zamrożony” w kadrze, co pozwala nam na dokładne przyjrzeniu się jej i przeanalizowaniu każdego, nawet najmniejszego, fragmentu. To właśnie dlatego nogi mogą się wydać bardziej krzywe niż na codzień, a uśmiech wcale nie jest tak ładny, jak mówią nam najbliżsi. Tacy już jesteśmy, że wszystko mogłoby być „bardziej”, a im dłużej się czemuś przyglądamy, tym  więcej „ale” możemy znaleźć.

PRZEGLĄDAMY SIĘ W LUSTRZE

Spytacie pewnie co to ma do rzeczy? Otóż badania wykazały, że bardziej lubimy to, co jest nam znane. Ciężko jest nam uniknąć patrzenia na swoje odbicie, czy to podczas porannej toalety, mycia zębów, na ekranie monitora w trakcie pracy, bądź w witrynie sklepowej, gdy wracamy już do domu.

Działa tutaj efekt czystej ekspozycji odkryty przez Roberta Zajonca (tak, nie doszukuj się błędu w nazwisku, jest napisane poprawnie). Chodzi o to, że ludzie bardziej są skłonni polubić bodźce, które częściej na nich działają, nawet jeżeli nie uświadamiają sobie tego, że już wcześniej je widzieli. Na teorii Zajonca opiera się działanie bodźców podprogowych w reklamie i filmie (teraz zabronionych, ale kiedyś bardzo chętnie wykorzystywanych).

Widzimy siebie tak często, że prędzej czy później zaczynamy akceptować swój wygląd (nie mówię tutaj o skrajnych przypadkach) albo po prostu się do niego przyzwyczajamy.

Oglądając zdjęcia zapominamy, że aparat rejestruje naszą twarz w lustrzanym odbiciu, czyli odwrócony obraz tego co widzimy zazwyczaj. Dlatego też nasza twarz może wydawać się trochę inna, mniej/bardziej atrakcyjna niż ta, którą jeszcze rano widzieliśmy w lustrze.

Nie wierzycie?

Wiele programów graficznych ma możliwość odbicia lustrzanego zdjęcia, zróbcie tak ze swoim portretem. Widzicie różnicę?

Możecie jeszcze zerknąć na projekt Scotta Chasserota pt. „Original Ideal”.

POCZUCIE KONTROLI

Pisząc ten post natrafiłam na wątek na forum, gdzie użytkownicy wypowiadali się na temat robienia im zdjęć z zaskoczenia. Oczywiście większość zgodnie uznała, że nie lubią jak ktoś napada ich z aparatem i robi zdjęcia np. podczas jedzenia. Co ciekawe, spora grupa stwierdziła, że nie mają nic przeciwko autoportretom. Mają wtedy wpływ na to, jak wyjdą na zdjęciu, mogą się do niego przygotować, sprawdzić efekt i ewentualnie poprawić to, co nie wyszło.

TO LUBIMY SIEBIE NA ZDJĘCIACH, CZY NIE?

Pewnie, że tak. O ile nie są one robione z zaskoczenia i wyjdziemy na nich dobrze. Bo kto nie lubi czytać samych pochwał od znajomych pod profilowym na facebooku? 🙂

Zapisz

Next Post

  • Dobry post, czekam na kolejne i zdecydowanie często tu będę zaglądać 🙂

  • Swietnie się czyta! Plus bardzo fajny temat poruszyłas:)

    • Ciesze się bardzo i zapraszam częściej. Już niedługo kolejny post 🙂

  • Świetny post! Na pewno będę zaglądać częściej. Czekam na kolejny wpis 🙂

  • Tak. Fajny temat 🙂

  • Teraz ja

    Na zdjęciach (zwłaszcza tych z zaskoczenia) wręcz się nie poznaję! Natomiast dobrze wychodzę na filmach – nie mam pojęcia, od czego to zależy!

  • Pingback: Dlaczego robimy zdjęcia? – Psychologia fotografii()

  • Złapałam się ostatnio na tym, że przeglądając zdjęcia z wakacji sprzed kilku lat, przyglądam się sobie na nich z taką czułością i miłością 😛 Zaraz po powrocie z wakacji chciałam większość usunąć… A dziś po ciąży, kiedy ma się te nadprogramowe kilogramy, z którymi się walczy nieustannie… Uwielbiam patrzeć na swoje stare zdjęcia 🙂 To samo pewnie się dzieje jak jest się starszym, z łezką w oku wspomina się swój wygląd sprzed lat i młodość, która z nas teraz bije, a jej nie doceniamy! 😀

    • Dlatego nie warto działać pod wpływem impulsu 🙂

  • Blog bardzo ciekawy, będę zaglądać 🙂 A co do tematu posta… Ja najlepiej wychodzę na zdjęciach z zaskoczenia. Kiedy wiem, że jestem fotografowana robię potwornie głupie miny. Na szczęście kiedy ma się w pobliżu nałogowego fotografa, który robi mnóstwo zdjęć, jest z czego wybierać, więc na blogu mam kilka na których wyglądam akceptowalnie. Zapraszam. 🙂

  • Dobry post! Tematyka dość oryginalna i ciekawie zrealizowana. 🙂

  • Bardzo fajny pomysł na bloga; ) będę zaglądał.

  • Ciekawy wpis, aczkolwiek temat pewnie jest o wiele wiele szerszy niż go przedstawiłaś i ciekaw jestem w sumie czy są jakieś badania na ten temat. Ja robię zdjęcia już od lat i spotkałem się chyba ze wszystkimi możliwymi przypadkami, włącznie z takimi gdzie ktoś się sobie podobał na beznadziejnym zdjęciu, które nadaje się tylko i wyłącznie do usunięcia, jak i odwrotnie – zdjęcie perfekcyjne, a osoba która jest na nim, mówi że wyszła tragicznie. Od skrajności w skrajność 😉

    • A to chyba standard 😀 Jak robię komuś sesję to prawie zawsze pozującym podobają się zupełnie inne zdjęcia niż fotografom, nie wiem od czego to zależy 😀

      A poszukam w sumie tych badań, jak nie ma to może pora to zmienić? 😀

  • A ja na zdjęciach z zaskoczenia wychodzę koszmarnie…ale zwalam winę na robiących zdjęcie, w sumie nie każdy ma rękę do aparatu:P Na zdjęciach robionych przez profesjonalistów, takich pozowanych wychodzę super. Myślę, że to kwestia mojego charakteru, jestem dość ruchliwa, więc pewnie dlatego jak się przypilnuję potrafię wyjść ładnie na zdjęciu:P Twój wpis przeczytałam z wielkim zainteresowaniem!

    • Też tak może być 🙂
      Cieszę się strasznie, że się podoba i zapraszam częściej!

  • A ja wolę siebie na zdjęciach z zaskoczenia, niż na takich, do których pozowałam. Wyglądam naturalniej i jakoś tak lepiej. Ale chyba jestem jedyna ;D

    • Już pojawiały się tutaj podobne głosy. Ale to dobrze, znaczy że każdy reaguje indywidualnie – czyli tak jak ma być 🙂

  • Zdecydowanie lepiej się czuje na zdjęciach z zaskoczenia niz na siłę pozując. Wyjątkiem jest sytuacja, w której zdjęcia robi dobry fotograf 🙂

    • Oj, bo dobry fotograf potrafi zdziałać cuda 😉

  • Wszystko prawda. Osoby o wysokim poczuciu własnej wartości będą inaczej się zachowywały i oceniły. Przykładem jest moja siostra, która często wychodzi koszmarnie na zdjęciach, ale ona zawsze jest z siebie zadowolona. Taki typ. 😉

    • Najważniejsze, że jej się podoba i jest zadowolona 😀

  • Cała prawda o autoportretach i zdjęciach z zaskoczenia 🙂

  • Mam kilka uwag odnośnie bloga, mam nadzieję, że się nie obrazisz, tylko potraktujesz to jako radę 🙂
    – disqus
    – linki portfolio i fot. ślubna powinny od razu przenosić na inną stronę
    – zadbaj o spójny avatar, tutaj masz inny niż ten, który „zostawiasz” u mnie
    – logo – pomaga budować wizerunek marki

    • Dziękuję baardzo za rady. Logo już jest, reszta pewnie wejdzie w życie w ciągu najbliższego miesiąca. Jestem w trakcie przenoszenia się „na swoje”, dlatego to takie niedopracowane wszystko jest 🙂

  • Przy odpowiednim ustawieniu wychodzę na zdjęciach oszałamiająco 😛

  • Emilia, świetny pomysł na bloga.
    Ja wielokrotnie zastanawiałem się nad tą kwestią, bo sam nie znoszę swojego wizerunku na zdjęciach. Doszedłem do wniosku, że kluczowe znaczenie ma nasze przyzwyczajenie do twarzy widzianej w lustrze, patrząc na nie wprost. Jeśli nie liczyć paszportów i nowych dowodów osobistych, na zdjęciach zazwyczaj bywamy uchwyceni pod jakimś kątem, w skrajnym przypadku z profilu (okropność!), a przede wszystkim – bez lustrzanego odbicia. Żadna twarz nie jest w pełni symetryczna i ta twarz, do której przez lata przywykliśmy patrząc w lustro, to inna twarz niż ta na zdjęciach. I powoduje to pewien dysonans – „ja naprawdę tak wyglądam?”.
    Na pocieszenie z biegiem czasu (i liczbą ujrzanych zdjęć) można do siebie przywyknąć, a nawet – nie bójmy się tego słowa – siebie zaakceptować.
    Pozdrówka i powodzenia z blogiem.

  • Hmm to ja mam inaczej. Często bardziej mi się podobają zdjęcia z zaskoczenia niż te do których mam pozować. Gdy ktoś mówi „ustaw się do zdjęcia” czy „uśmiechnij się” to zaczynam się krępować bo nie wiem co robić. Dlatego zdarza mi się celowo robić głupie miny żeby nie wyglądało, że dziwnie wyglądam na zdjęciu.

  • Nie lubię zdjęć z zaskoczenia, ale nie lubię też pozowanych, gdy stoję na wprost aparatu i mam się uśmiechać. Najlepsze są te, gdy wiem, że ktoś robi mi zdjęcie, ale coś robię, np. rozmawiam. Blog świetny, czekam na więcej postów! 🙂

    • Czyli takie pozornie nie pozowane? 😀

      Dzięki wielkie i zapraszam częściej 🙂

  • Pingback: Magia Makijażu – Make Up I Jego Wpływ Na Nasze Zachowanie. | Psychologia Fotografii()

  • Pingback: Dlaczego robimy zdjęcia? | Psychologia fotografii()

  • A co z tym faktem, ze na 9 z 10 zdjec czy to z zaskoczenia czy pozwanych wyglądam lekko mówiąc niekorzystnie? I nie jest to moja subiektywna opinia;) w przeciwieństwie do mojej znajomej, która „aparat kocha” i to dobrych zdjec ma 9/10 ?:)

    • Niewiele jest osób, które wychodzą korzystnie na większości zdjęć, już tak mamy i tyle. Myślę, że ma to związek z tym, że fotografia zatrzymuje jeden malutki moment na dłużej. Przecież nie da się funkcjonować bez mrugania oczami, robienia min, mówienia, zamykania buzi czy poruszania się. A że aparat bywa złośliwy i najczęściej łapie te „gorsze” momenty, no cóż taki już jego urok 😉

  • A ja lubię zdjęcia z zaskoczenia. Wyglądam wtedy naturalnie. Oczywiście, jeśli „fotograf” zwraca uwagę na to co robię. Jestem rozluźniona, niczego nie napinam, nie próbuję wyglądać lepiej niż w rzeczywistości. Na zdjęciach widzę siebie jak na co dzień – prawdziwą, nie na pokaz.

  • Agata Pałys-Suchorab

    Po pierwsze blog ciekawy i będę zaglądać 🙂 A temat jak najbardziej życiowy i bardzo typowy. Tak z 95% osób, które przychodzą do studia od razu mówi, że nie lubią się fotografować i że źle wychodzą. Wszystko co napisałaś zalicza się do przyczyn tego stanu. Zwłaszcza wymagania wobec swojego wyglądu, najczęściej kreowane przez przepuszczone przez Photoshopa zdjęcia w gazetach itp. Przeczytałam też komentarze i to co rzuca się w oczy, to stwierdzenia na temat zdjęć robionych gdzieś przy okazji, przez kogoś niekoniecznie zaawansowanego fotograficznie. I są stwierdzenia, że jak się trafi dobry fotograf… No właśnie, tak rzadko chodzimy do fotografa, który zajmie się nami i postara się zrobić nam jak najlepsze zdjęcie. Oceniamy się na podstawie zdjęć zrobionych na hasło „uśmiechnij się” itp. a to chyba najgorzej działa (wiem z praktyki 😉 Może trzeba czasem oddać się w czyjeś ręce z zaufaniem. Jak napisała któraś Pani poniżej, za kilka lat będziemy się uśmiechać do tych zdjęć 🙂 I lubmy się choć trochę 🙂

  • Lubimy zdjęcia, oczywiście. Perfekcyjne selfie, w tej jednej jedynej pozycji, wypracowywanej latami. Sama tak mam, więc kamieniem rzucać nie będę ;). Zaciekawiłaś mnie tym lustrzanym odbiciem, muszę to sprawdzić!

  • Pingback: Czy zdjęcia kradną duszę? | Psychologia fotografii()

  • Tatiana

    Czytając ten post i komentarze, przypomniało mi się jak mój fotograficzny mentor powiedział kiedyś – „Nie ma osób niefotogenicznych, ani też fotogenicznych. Jest tylko brak relacji z fotografem”. I zgodzę się z nim całkowicie. Dobry fotograf, to taki, który potrafi nawiązać relację i wzbudzić zaufanie modela. Sprawi, że pozowanie stanie się naturalne, a model poczuje się nie tylko swobodnie, ale również odważnie.

    Świetny post, pobudza do refleksji 🙂
    Dlatego dodam jeszcze – ciekawa sprawa z naszą twarzą, a konkretnie jej lewą stroną. W badaniach prowadzonych przez Kelsey Blackburn i Jamesa Schirillo z Wake Forest University wykazano, że obrazy lewej strony twarzy były postrzegane i oceniane jako bardziej przyjemne od tych, które prezentowały stronę prawą. Sugerowano, że to zjawisko może być spowodowane większą intensywnością emocji eksponowaną właśnie przez naszą lewą stronę twarzy (Experimental Brain Research, April 20, 2012).
    Przyznam szczerze, że ja mam podobnie, ale… lubię zdjęcia swojego prawego profilu 😉 Wydaje mi się bardziej atrakcyjny na zdjęciach.

    A teraz… idę dalej w głąb bloga i gęstwinę postów by szukać kolejnych impulsów do rozmyślań 🙂
    Pozdrawiam.

  • Ala

    Świetny blog i bardzo ciekawy wpis. Mam tylko jedno pytanie. Wiedziałam, że często wydajemy się sobie dziwni/inni na zdjęciach, podczas kiedy inne osoby uważają, że wyglądamy jak zwykle, dlatego że jesteśmy przyzwyczajeni do swojego odbicia w lustrze, a aparat pokazuje nas takimi jak widzą nas inni. Tutaj napisałaś, że aparat ukazuje nas w lustrzanym odbiciu, dlatego odbieramy się inaczej niż przeglądając się w lustrze (gdzie również widzimy się w lustrzanym odbiciu). Nie mogę sobie tego poukładać. Wytłumaczy mi ktoś? 😉

    Jeżeli zadałam głupie pytanie – przepraszam.
    Ala

    • Aparat „widzi nas” tak, jak patrzą na nas inni, natomiast my jesteśmy przyzwyczajeni do widoku swojego odbicia w lustrze. Zdjęcie to jest lustrzane odbicie względem tego, jakich siebie widzimy w lusterku.

  • Tak, jak już pisałam na facebooku, uważam, że masz świetny pomysł na bloga i połączenie swoich pasji. A co do samego tematu artykułu. Ja uwielbiam robić zdjęcia. Robimy ich tysiące! Także takich, na których jestem ja, mąż, czy córka. A później jest wybieranie i kasowanie, na tym wyglądam grubo, na tym mam głupią minę… haha, dziś możemy 🙂 a co było jak na kliszy było 36, lub co gorsza 24 zdjęcia?

    • Podobno kiedyś robiliśmy zdjęcia, potem były wywołane i oglądane milion razy. Teraz tylko je robimy i często nie zaglądamy do nich więcej. 😉

      • Staram się wywoływać. Marzę o tym, że za kilka lat będziemy siadać z córką i przeglądać je w zimowe wieczory przy kubku herbaty z cytryną 🙂

        • Zazdroszczę 🙂 Sama mam zamiar je wreszcie wszystkie wywołać i zawsze jest jakieś „ale” 😀

  • Pingback: Pierwsze urodziny bloga - podsumowanie | Psychologia fotografii()

  • Pingback: Kompozycja - złoty podział w fotografii | Psychologia fotografii()

  • Aura

    Ja akurat lubię, gdy ktoś mi robi zdjęcia, mimo że mam niską samoocenę i jestem bardzo niefotogeniczna. Ale przecież im więcej zdjęć, tym bardziej jest z czego wybierać na koniec. Więc trochę nie rozumiem podejścia większości ludzi. Tak samo nie rozumiem, gdy proponuję komuś sesję zdjęciową, bo uważam że wygląda pięknie, a ta osoba ode mnie ucieka… Mimo że tłumaczę, że gdy zdjęcie nie będzie się podobało, to kasujemy i koniec. I zwłaszcza, że kilka osób tak przekonałam, i były zadowolone z efektu końcowego.
    Chciałabym umieć ludzi bardziej przekonywać do tego, że chciałabym im pokazać ich najpiękniejszą stronę…