Psychologia fotografii

o robieniu zdjęć z perspektywy psychologa

Dlaczego boimy się robić zdjęcia zmarłym? O fotografii post-mortem.

31 października 2016 Emilia Mańk 55 komentarzy

Do napisania dzisiejszego wpisu zainspirował mnie jeden z czytelników, którego w tym miejscu chciałabym serdecznie pozdrowić. Fotografia post mortem była mi znana już wcześniej, a że temat wpisuje się bardzo dobrze w czasie jaki mamy, to postanowiłam go poruszyć na blogu właśnie teraz. Przełom października i listopada to okres, w którym częściej niż zwykle mówi się o śmierci, głównie ze względu na wypadające 1 listopada Wszystkich Świętych i towarzyszące temu wizyty na cmentarzach.

Fotografia post-mortem
post-mortem-2

Fotografia post-mortem, czyli pośmiertna, stała się popularna w drugiej połowie XIX wieku i stosowano ją do początku XX wieku. Zmarłym robiono zdjęcie nie tylko w trumnach ale i na stojąco korzystając ze specjalnie zrobionych do tego celu podtrzymujących stelaży. Chodziło o to, by modele wyglądali jak najbardziej naturalnie dlatego też wkładano im do rąk kwiaty lub książki.

Te pośmiertne zdjęcia kojarzą mi się trochę z barokowym portretem trumiennym malowanym tuż po śmierci i umieszczanym przy trumnie lub w kościele. Tam też artyści starali się jak najbardziej wiernie odtworzyć wizerunek zmarłego, by pozostał w pamięci potomnych.

Bo o pamięć tutaj najbardziej chodzi…

fotografia post mortem

Na przełomie XIX i XX wieku fotografia nie była jeszcze tak popularna i ogólnodostępna jak teraz. Ludzie często mieli po jednym zdjęciu najbliższej osoby, a na samo sfotografowanie się czekało się bardzo długo. Fotografia była bardzo droga, wykorzystywano ją tylko przy najważniejszych okazjach, dlatego też często zdjęcie zrobione tuż po śmierci było jedyną okazją na uwiecznienie bliskiej osoby. W tych czasach umierało bardzo dużo dzieci i to właśnie takich zdjęć jest najwięcej. Często wraz ze zmarłym fotografowali się wszyscy członkowie rodziny. Później takie fotografie noszono przy sobie w postaci medalionów czy carte de visite. Zmarli na zdjęciach mieli wyglądać jak żywi. W tym celu ustawiano ich przy pomocy metalowych stojaków, czasem otwierano oczy lub malowano gałki oczne na zamkniętych powiekach.

Dlaczego boimy się robić zdjęcia zmarłym?

Dzisiaj jak patrzymy na te zdjęcia, to w najlepszym przypadku czujemy niepokój. W głębi duszy zastanawiamy się po co w ogóle zostały one stworzone, a już na pewno sami nie zdecydowalibyśmy się na nic takiego.

Dlaczego tak się dzieje?

Dawniej śmierć była bardziej obecna w ludzkim życiu. Żyło się krócej, często choroby pustoszyły całe miasteczka i była dużo większa śmiertelność wśród dzieci niż teraz. Zmarli przed pogrzebem kilka dni leżeli w domu, gdzie byli opłakiwani przez całą rodzinę. Fotografia też była mniej popularna niż teraz, więc nie posiadało się setek zdjęć swoich bliskich robionych przy każdym spotkaniu.

Śmierć pojawiała się i nie była tematem tabu. A teraz?

Żyjemy w czasach, w których kultywowane są życie i młodość. Ludzie boją się śmierci, nie wspominają o niej. Nie chcemy mieć też kontaktu ze zmarłymi bliskimi – pogrzeby odbywają się często maksymalnie dwa-trzy dni po śmierci, a ciało leży z dala od domu w kostnicy zakładu pogrzebowego. Najbliższych zmarłych żegnamy przy zamkniętej trumnie, a samo robienie zdjęć w tym czasie wydaje nam się mocno niestosowne.

Znalazłam wypowiedź na forum, gdzie jeden z użytkowników opowiada o tym, że zdjęcia w czasie pogrzebu były jeszcze dosyć popularnie w latach 90-tych:

„W latach 90-tych pracowałem w laboratorium fotograficznym i wielokrotnie zetknąłem się z taką fotografią. Ludzie przynosili do wywołania filmy z rodzinnych pogrzebów, na których były całe serie zdjęć z nieboszczykiem w otwartej trumnie. Ciocia ze zmarłym, wujek ze zmarłym, wnuczka ze zmarłym i zbiorówka: wszyscy ze zmarłym.” ~fotograf

Ciekawa jestem co Wy myślicie na ten temat. Spotkaliście się kiedyś z takimi zdjęciami lub fotografowaniem ciała (lub fotografowanie się z ciałem) w czasie pogrzebu? Jeśli tak to co czuliście w tym momencie? Jak zareagowaliście?

 

Zapisz

Previous Post

Next Post

  • To niesamowite jak , na przestrzeni lat, zmienia się postrzeganie przez nas pewnych naturalnych zjawisk.

  • Bardzo ciekawy artykuł. I świetne zdjęcia wynalazłaś.

  • paweł

    W 2006 roku byłem poproszony o zrobienie reportażu na uroczystości pogrzebowej. Zdjęcia miały być wysłane do rodziny, która nie mogła uczestniczyć w pogrzebie. Zdjęć przy otwartej trumnie nie robiłem. Ale zdjęcia w kościele, podczas drogi na cmentarz i sam pochówek. Nie wiem jak teraz ale w tamtym czasie nie było to nic przyjemnego. Wszyscy się na mnie gapili i szeptali i rzucali złowrogie spojrzenia.

  • Ja nie widzę powodu do robienia zdjęć post-mortem. Nie widzę sensu takiej fotografii, ale skoro komuś przynosi ona ukojenie, czy chce pamiętać zmarłego takim właśnie.. jego sprawa.

  • Kasia

    Pamiętam kiedy na pogrzebie babci moja dużo starsza siostra cioteczna wykonywała cały reportaż. Było to 10 lat temu. Już wtedy wydaławo mi się to dziwne, ale akceptowałam jej zachowanie, widocznie potrzebowała tego. Nigdy jej o te zdjęcia nie prosiłam i chyba nie chciałabym ich zobaczyć.

  • Faktycznie, dzięki. Już poprawiam 🙂

  • ja pamiętam takie zdjęcia u mojej babci w albumach. Zawsze się ich bałam, ale jednocześnie byłam ich bardzo ciekawa i często je przeglądałam. Taki strach połączony z ciekawością. Teraz już się u mnie w rodzinie tego nie praktykuje, bo do tematu śmierci nikt nie chce wracać na co dzień.

  • Odruchowo kroi mi się serce, jak widzę fotografie post-mortem, ale jednocześnie szanuję potrzebę dziewiętnastowieczniaków. Wszyscy radzimy sobie ze śmiercią najbliższych najlepiej, jak potrafimy.

  • Może nie tyle boimy się, co jest to na tyle intymne, że się nie wchodzi umarłym z obiektywem. Tak to widzę.

  • Ciekawy tekst.

  • Anna D

    często oglądałam zdjęcia mojej mamy z młodości – lata 70′-80′. Zawsze szybko przerzucałam zdjęcia z pogrzebu dziadka. O wiele łatwiej oglądać zdjęcia żywej , uśmiechniętej osoby aniżeli zmarłej. We mnie budzą bardzo dziwne emocje. Nawet ta fotografia w artykule – dwójka małych dzieci w trumnach… Coś wstrząsającego wg mnie. Ale jak wszędzie – czasy się zmieniają. Ja jako fotograf nigdy bym się nie zgodziła na taki reportaż…

  • Jag

    Jakiś czas temu czytałam artykuł o parach, które fotografują się ze zmarłymi po porodzie dziećmi. Z tego co pamiętam, to dość popularna forma uwiecznienia noworodka i ukojenia bólu po stracie dziecka. Zakładam, że w niektórych kręgach jest to dość popularne. Ja natomiast nie wyobrażam sobie takiej fotografii, ale to już moje osobiste odczucia.

    • Ale to o Polsce była mowa, czy o jakimś innym kraju?

      • Jag

        O Polsce. Wydaje mi się, że dotyczyło to hospicjum dla noworodków z nieuleczalnymi chorobami. O ile się nie mylę to była Łódź, ale głowy nie dam.

  • Mam zdjęcia z pogrzebu i wcześniejszego „wystawienia” ciała babci- koszmar. Wolę pamiętać ją jako żywą. Tak, boję się śmierci, nie chcę oglądać bliskich kiedy już umarli. Nie widziałam mojego Ojca po śmierci, nie chciałam zobaczyć Jego ciała, chcę go pamiętać takiego jaki był za życia.

  • Ja spotkałam takie zdjęcia w albumie u teściów-wydawało mi się to bardzo dziwne – zbiorowe zdjęcie przy otwartej trumnie ze zmarłym… Jestem w stanie zrozumieć w pewnym stopniu potrzebę zapamiętania zmarłego. Kiedy Babcia zmarła też zrobiłam jej zdjęcie w trumnie w dniu pogrzebu. jest w tym jakieś poczucie nietaktu-po prawie 10 latach zdjęcie nadal nie zostało wywołane a na komputerze jeżeli sie nawinie to jest szybko przewijane dalej. Lepiej sie ogląda zdjęcia Babci żywej.

  • Mirella

    Jedyne zdjęcia zmarłych jakie widywałam to te w gazetach lub na stronach internetowych, ale fajnie, że taki temat został poruszony i że mogłam się o tym co nieco dowiedzieć 🙂

  • Aleksandra Stawarz

    W zbiorze zdjęć moich rodziców też jest sporo zdjęć zmarłych, zdjęć z pogrzebów. Przyznam, że dla mnie robienie zdjęć w takim momencie byłoby teraz bardzo nie na miejscu. W takich chwilach myśli się o ostatnim pożegnaniu z tą osobą, a nie robieniu zdjęć. Dla mnie mimo wszystko to upiorne…

  • Ola

    Dla mnie sprawa jest prosta. Człowiek po śmierci to już nie jest ten sam człowiek, którego znaliśmy. To samo ciało bez uczuć, emocji, duszy. Chcę swoich bliskich zapamiętać żywymi a nie puste ciało.

  • Mamy w kolekcji rodzinnej parę zdjęć z pogrzebów, ale szczerze mówiąc – nie pamiętam, czy są tam też zdjęcia samych zmarłych. Wydaje mi się, że tak.

    Ja nie wiem, dla mnie wszelkie zetknięcie się ze śmiercią jest bardzo traumatyczne, nie mogę sobie nawet wyobrazić, czy przeżyłabym śmierć naj-najbliższych, a co dopiero rozważać zdjęcia. Jakoś ten temat nie mieści mi się w głowie. Z pewnością masz rację, że kiedyś ludzie byli bardziej oswojeni ze śmiercią, ale nie umiem się odnieść do tematu dziś – chociaż jest zdecydowanie fascynujący.

  • Myślę, że to może mieć związek z tym, że dzisiaj zdjęcia robimy powszechnie, a nie na specjalne okazje, stąd nie ma konieczności zrobienia tego „ostatniego zdjęcia”, by zapamiętać bliską zmarłą osobę. Czytałam też w ostatnim wydaniu „Dużego Formatu” o sesji zdjęciowej przed pogrzebem, co jest popularne w koreańskiej kulturze. Polecam! http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20905194,usmiechnij-sie-umierasz-sesja-przed-pogrzebem-fotogaleria.html

  • Ze zdjęciami pośmiertnymi spotkałam się jakiś czas temu, i na mnie, jako osobie współczesnej, zrobiło to duże i dość niepokojące wrażenie, niemniej tak jak piszesz, mogę sobie to wytłumaczyć realiami. Natomiast nie wyobrażam sobie, aby w dzisiejszych czasach ktoś wykonywał takie fotografie czy zdjęcia z pogrzebu. Ja chciałabym zapamiętać zmarłych w ich najlepszych latach, a w chwili śmierci często jesteśmy już schorowani i zmęczeni życiem. Raczej staram się nie wspominać takich obrazów i trzymam w pamięci (i na zdjęciach) tylko piękne chwile.

  • Ja wcale się nie dziwię, bo zdjęcia są przerażające.

    • Jednak to takie zdjęcia oddają całą prawdziwą naturę człowieka. No w końcu nie jest on niezniszczalny.

  • Powiem szczerze, że mnie jednak przerażają takie zdjęcia, znaczy nie czuję się komfortowo. Nie chciałabym, żeby robiono mi zdjęcia na jakimkolwiek pogrzebie, choć to jednak ważne rodzinne wydarzenie, ważniejsze niż chrzest czy komunia 🙂 Ja wolę pamiętać moich bliskich jacy byli za życia, niż po śmierci. Wiadomo, że dziś wiąże się to z upowszechnieniem fotografii. Generalnie mam swoją „filozofię” życia i śmierci – śmierć to podróż do (mam nadzieję) lepszego świata, jak śpiewa Fisz „to tylko podróż jest z ciemnych pokoi do ogrodów i ciepłych plaż, wysokich gór i palm”. I pomimo, że brakuje mi osób, które odeszły to mam nadzieję, że im tam lepiej, a wolę myśleć o nich jako o osobach, które wyjechały, bo tak łatwiej mi się pogodzić z pustką po nich. Może to naiwne, ale mi tak łatwiej. Nie chodzę na pogrzeby i nie odwiedzam cmentarzy, choć to nie znaczy, że nie pamiętam. Swojej pamięci po prostu nie muszę okazywać w konwencjonalny sposób.
    Trochę się wywnętrzyłam, bardzo fajny post i ciekawy blog. Zachęca do refleksji 🙂 dziękuję

    • Bardzo wartościowe są takie posty jak Twoje, pozwalają nam zrozumieć punkt widzenia innych osób. Dziękuję Ci bardzo i zapraszam częściej 🙂

  • Niczym z horroru…. takie akcje mnie przerażają:(

  • Widziałam zdjęcie pośmiertne moich prababci i jakoś nie uważam tego za dziwne czy niepokojące. W tamtych czasach ludziom nie towarzyszył na każdym kroku smartfon i nie mieli tysięcy fotografii, dlatego jak najbardziej rozumiem potrzebę takiego ostatniego, upamiętniającego zdjęcia.
    A współcześnie? Czemu nie? Jeśli ktoś ma taką potrzebę, czuje, że mu to pomoże, że chce, to dlaczego nie?
    Jakiś czas temu czytałam o małżeństwie, które jeszcze w ciąży wiedziało, że dziecko urodzi się z poważnymi wadami. Zdecydowali się na poród (są wierzącymi osobami, wiara miała tu duże znaczenie), noworodek umarł im na rękach. Przy wszystkim obecny był fotograf, kobieta, która potrafiła zrozumieć emocje, wyczuć chwilę. Zrobiła im piękne zdjęcia, w taki sposób, że nie widać deformacji dziecka. Rodzice ze łzami w oczach jej dziękowali, bo teraz jest to ich jedyna pamiątka po dziecku. Było widać, że te fotografie w jakiś sposób pomagają im uporać się z bólem.

    • Też czytałam i tym przypadku. Każdy radzi sobie ze stratą w inny sposób. Osobiście wcale się nie dziwie tej parze, będą mieli piękną pamiątkę po maluszku.

  • dla mnie to faktycznie dość przerażające i nie widzę potrzeby robić zmarłym zdjęć. może też dlatego, że mam mnóstwo za życia. i takich ich wolę zapamiętać.

  • Agata Borkowska

    Puki co nie spotkałam się z takim zjawiskiem. Jednakże takowe „pamiątki” rodzinne są. Nie raz przeglądając album ze starymi zdjęciami widziałam zdjęcia dziadka w trumnie i innych bliskich osób. Dla mnie? Hmm nie jest to ani miły widok, nawet troszkę szokujący. Ale to chyba ze względu że jestem za bardzo wrażliwa:/

  • Wydaje mi się, że obecnie jakoś odchodzi się od tego zwyczaju fotografowania zmarłych i robienia sobie z nimi zdjęć. W starych albumach rodzinnych mam sporo zdjęć, gdzie ustawiano trumnę pod odpowiednim kątem na zewnątrz domu i cała rodzina (lub wszyscy uczestnicy pogrzebu – trudno powiedzieć) ustawiała się do zdjęcia. Jeszcze z początku lat 90tych mam zdjęcia z pogrzebów – nawet gdzieś było nagranie video z pogrzebu prababci (!).

  • Pingback: Ukryte matki na fotografiach | Psychologia fotografii()

  • Tak, spotkałam się, Mam nawet takie zdjęcia ze zmarłym dziadkiem – było robione jakieś 23 lata temu.

  • Rzeczywiście, dawniej często robiono zdjęcia z pogrzebów i „selfie” z nieboszczykiem – w mojej rodzinnej kolekcji jest zresztą kilkadziesiąt takich fotografii. Zawsze szybko przerzucałam takie zdjęcia, bo czułam się nieswojo patrząc na nie i nadal tak mam. Sądzę, iż wynika to stąd, że mimo zewnętrznej pozy „hulaj dusza, piekła nie ma!” jest tak jak piszesz – boimy się śmierci, chcemy zapomnieć, że istnieje. Wszystko, co z nią związane chcemy odsunąć jak najdalej od siebie.

  • Mar Kar

    Sam mając la 17 robiłem zdjęcia na pogrzebie babci. Właśnie w latach 90tych.

  • Paweł Polejowski

    Pytanie brzmi, po co komu w dzisiejszych czasach zdjęcie z nieboszczykiem, gdy z pewnością mamy zdjęcia wykonane z nim, gdy ten był jeszcze żywy? Relikt przeszłości, o którym mam nadzieje, szybko się zapomni – nie chciałbym aby ktoś robił sobie zdjęcia i wystawiał na widok publiczny moje zwłoki.

  • Tatiana

    Czytając Twój tekst (jest świetny!) od razu przypomniał mi się film „A czego tu się bać?” Szumowskiej, który ukazuje „stary” stosunek do śmierci, bez lęku – ot naturalny cykl życia. Kiedyś dumałam nad tym tematem i przyznam, że dla mnie to odsunięcie się od śmierci jest smutne. Dlaczego? Bo wg mnie zaprzestanie obcowania z nią sprawia, że człowiek bardziej obawia się śmierci, tego co go czeka. Czasem mam też wrażenie jakby brakowało nam przez to schematów zachowania, jak zareagować na śmierć? Kto wie może właśnie stare podejście pozwalało szybciej i płynniej przejść przez wszystkie etapy żałoby? Ciekawe są też nasze reakcje na zdjęcia post-mortem, tzn. my, dziś odczuwamy lęk, niepokój, czujemy się nieswojo patrząc na te zdjęcia, a kiedyś ludzie nosili je przy sobie zapewne bez lęku, może patrzyli z miłością i nostalgią. Czyli jednak coś się zmieniło, śmierć stała się „nienaturalna”, nieprzyjemna.
    Ja przeżyłam jeden pogrzeb i to co z niego najbardziej pamiętam to zakaz otwierania trumny, choć niektórzy (co ciekawe starsi) chcieli ostatni raz spojrzeć na zmarłą i pożegnać się. Zdjęcia? Nie było żadnych, dopiero później przy pięknie usłanym kwiatami kopcu czy samym nagrobku. Za to w rodzinnym albumie pamiętam serię zdjęć z pogrzebu prababki, gdzie co prawda nie było zdjęć z otwartą trumną, ale fotorelacja przebiegu całej ceremonii od mszy, konduktu i aż do kopczyka ziemi.

  • studentka1992

    Mam parę zdjęć nieboszczyków zachomikowanych gdzieś w torbie (zdjęć, nie nieboszczyków :P). Za dzieciaka płakałam ze strachu, gdy je widziałam. Teraz po prostu czuję lekkie przerażenie i pewien dyskomfort. Dobrze, że dzisiaj upowszechniły się aparaty i można w każdej chwili zrobić sobie zdjęcie, dzięki czemu inni po naszej śmierci zapamiętają nas takimi, jakimi byliśmy za życia.

  • W moich rodzinnych albumach jest kilkanaście zdjęć z pogrzebów. Jest sporo czarnobiałych fotografii ale jest też kilka właśnie z lat 90. Widać, że są zrobione na pogrzebie kogoś ważnego. Zawsze jak je oglądałam to było dla mnie dziwne, że ktoś zrobił zdjęcie osobie, która nie żyje. A może nie życzyła sobie żeby robić jej zdjęcie jak już umrze… Ja na pewno bym nie chciała…

  • Bardzo ciekawy tekst, nigdy nie zastanawiałam się nad tabu śmierci w kontekście fotografii.
    Nie kojarzę tego typu zdjęć w naszych rodzinnych albumach (co nie znaczy, że ich tam nie ma). Natomiast wydaje mi się zupełnie zrozumiałe, że dla osób niemających żadnej fotografii zmarłego, takie pośmiertne zdjęcie stanowiło piękną i cenną pamiątkę.
    Moim zdaniem szkoda, że w dzisiejszych czasach tak bardzo dystansujemy się od śmierci. Pamiętam swoje praktyki w hospicjum. Obawiałam się swojej pierwszej rozmowy z pacjentką. Tymczasem potem nie czułam się przytłoczona. Było to dla mnie bardzo intymne doświadczenie i wielki zaszczyt móc towarzyszyć tej pani podczas jej ostatnich dni. Jeśli kogoś interesuje ta tematyka to polecam książkę E. Kubler-Ross „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Zawiera zapisy rozmów z osobami dobiegającymi kresu życia.
    Pozdrawiam ciepło.

  • Karola

    w moim rodzinnym zbiorze fotograficznym mam zdejcia z pogrzebu mojego taty (lata 80te) jednak ani mama ani ja niezbyt chetnie zagladalysmy do tych fotografii. mama wolala pamietac tate jaki byl na codzien. niedawno pochowalam mame i nie chcialam jej robic zdjec po smierci bo wiem ze ne chcialaby tego a poza tym tez wole ogladac mame na fotoghrafiach z zycia codziennego, nawet mojej corce bym nie chciala pokazac za kilka lat ze babcia tak wygladala na pogrzebie…. nie rozumiem po co wogole takie zdjecia byly (sa nadal?) robione

  • Żywych chcę pamiętać a nie trupy. Dlatego nie robię. Choć oczywiście jak przychodzi zlecenie „pogrzebowe”, nie odmawiam. Nasz klient…

  • Aleksandra J.

    Nigdy nie zwróciłam na to uwagi, ale faktycznie – teraz nie widuje się osób robiących zdjęcia na pogrzebach. Kiedys – pamiętam były całe albumiki „pogrzebowe”… Pamietam takie… Przepasane czarną wsążeczką i z czarną okładką z liściem paprotki… Hmmm… może to, że teraz nie robi się zdjęć jest bardziej związane z trendem cieszenia się życiem i unikania upamiętaniania tego co najsmutniejsze?

  • Monika Mróz

    A wszystko sprowadzało się do tego, żeby rozmyć ten moment przejścia od życia do śmierci, aby nie było tak ostry i szokujący. A więc były zdjęcia, były mechanizmy zachowania się, była instytucjonalna żałoba, były msze gregoriańskie przez 30 dni po śmierci, w końcu, sama wiara w życie po życiu dodawała ulgi. W indonezyjskiej wiosce Toraja po jakimś czasie ludzie wyciągają trupa swojego bliskiego, myją czyszczą i ubierają, żeby pochować ponownie: http://www.dailymail.co.uk/news/article-2745169/Zombie-chic-Indonesian-village-Toraja-s-bizarre-annual-ritual-Ceremony-Cleaning-Corpses-MaiNene.html Takie numery robiło wiele kultur już wcześniej, począwszy od Jerycha. A wszystko sprawiało, że śmierć była przyjmowana bardziej na miękko. W nowoczesnym racjonalnym społeczeństwie śmierci po prostu nie ma, została wyrugowana, zamknięta w szpitalach i domach starości. Jeśli ma miejsce wypadek śmiertelny, pierwszą rzeczą jaką robią służby porządkowe jest rozłożenie białego parawanu. Nie ma i już. W takich warunkach nikogo nie dziwi, że fotografia śmierci szokuje. Co ciekawe, w zasadzie nie ma różnicy czy to zdjęcie naprawdę przedstawia nieboszczyka czy jest to screen z horroru.

  • Dokładnie. Dziwny jest tak świat teraz, w jakimś nieokreślonym kierunku podąża

    • Lord Nikon

      Jak dla mnie to wszystko „Nowy Wspaniały Świat” :/

  • Oliwia Rudka

    To i ja dorzucę swoje pięć groszy w tym temacie
    Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie robić zdjęć na pogrzebie, ani co gorsza- później ich oglądać i „Wspominać”. Zdaję sobie sprawę, że w innych kulturach stosunek do śmierci zdecydowanie się różni, ale sama jakoś podchodzę do tego tematu z dystansem. Dostałam też dwie propozycje sfotografowania pogrzebów, ale od razu odmówiłam. Może po prostu jestem „za cienka” na takie klimaty, niemniej jednak nie wyobrażam sobie, żeby na pogrzebie mojej mamy czy kogoś równie bliskiego biegał ktoś z aparatem.

  • Maryla

    A ja robię zdjęcia na pogrzebach, coraz rzadziej, ale robię. Początek zawdzięczam mojej Babci Nastce, z którą się wychowywałam. Była starsza ode mnie o 60 lat. Kiedy zaczynałam fotografować w wieku 14-15 lat, towarzyszyłam Babci w wyprawach na rodzinne pogrzeby, widziałam jak powoli odchodzi jej pokolenie. Najpierw byłam smarkulą z aparatem na szyi i nikt nie zwracał na mnie uwagi, później już proszono mnie o zrobienie kilku zdjęć na pamiątkę. Nikt mi nie narzucał, co mam fotografować w czasie pogrzebu. Dla mnie było ważne, że cała rodzina wie, że ktoś taki jak ja tam będzie i będzie robił zdjęcia. W sumie obsłużyłam około 20 pogrzebów w rodzinie bliższej i dalszej, w rodzinach znajomych. I sama nie wiem po co te zdjęcia? Właściwie większość ludzi przyznaje, że nie wraca nigdy do tych zdjęć, raz obejrzeli i wystarczy. Niektórzy nawet nie oglądają zdjęć z pogrzebu. To, że je mają jest trofeum samym w sobie, ostatnim pożegnaniem, ostatnią pamiątką po zmarłym. Zauważyłam, że gdy ktoś umiera młodo, szczególnie piękna kobieta, wtedy zdjęcia oglądane są częściej, łatwiej się do nich wraca. Słyszałam, jak o zmarłej mówiono, że pięknie wyglądała w trumnie, jakby spała, jakby jeszcze żyła. Myślę, że fotografia post-mortem jest próbą oswojenia tematu śmierci. Może jest w tym jakaś magia, że fotografując zmarłego zaraz po śmierci, na chwilę zatrzymujemy proces odchodzenia. To zatrzymanie czasu jest pozorne, a jednak daje ulgę. Nie ma nic złego w robieniu pośmiertnych zdjęć tak długo, jak pozostaje to w zgodzie z rodziną zmarłego jak i z samym fotografującym. Muszę przyznać, że takie zlecenia są bardzo wyczerpujące, ponieważ wymagają niezwykłego taktu i wyczucia, wsłuchania się w głos bliskich, co by chcieli uwiecznić, zachować od zapomnienia. Nieraz był to również wizerunek zmarłej osoby w trumnie. Na szczęście nie zdarzyło mi się fotografować pogrzebu osoby, której nie znałam. Ma to dla mnie ogromne znaczenie, bo robiąc te zdjęcia dostosowuję się do oczekiwań rodziny, znam ich, znałam zmarłą/zmarłego, wiem, kto to był, jaki miał charakter, ja dla nich też nie jestem obca. Jeśli rodzina zmarłego ma do mnie zaufanie, chcą takich zdjęć, a ja wiem, jak je wykonać, to traktuję to jako mój ostatni ukłon w stronę osoby, która odchodzi. Tak zaproszono mnie na pogrzeby moich dwóch najbliższych, bardzo sędziwych sąsiadek, które zmarły niedługo po sobie. One znały mnie od urodzenia, widziały jak dorastam, później robiłam im portrety, kiedy studiowałam fotografię, a na koniec pożegnałam je w ich ostatniej drodze najpiękniejszymi zdjęciami, jakie tylko udało mi się zrobić w smutnych okolicznościach. Ostatnio takie smutne zdjęcia robiłam dwukrotnie. Najpierw mojemu Tacie, ale to zupełnie inny temat, bo powstały bardzo prywatne, wykonane w domu zdjęcia, do wglądu tylko dla najbliższych. Na pogrzebie natomiast nie robiłam klasycznego reportażu, tylko kilka zdjęć dla siebie, z potrzeby chwili, z mojego punktu widzenia. Może jestem dziwna, ale nie wyobrażam sobie w ogóle nie robić zdjęć w tak ważnej dla mnie chwili – tak, to możliwe, płakać i robić zdjęcia jednocześnie. Chwilę później zmarła ukochana babcia mojej przyjaciółki. W tamtej rodzinie już nie wyobrażają sobie pogrzebu bez mojego udziału. Sama z siebie się śmieję, że chociaż nie pracuję w zawodzie fotografa, to jednak jestem fotografem, tyle że pogrzebowym. Mnóstwo ludzi mnie z tej roli pamięta i często powracają do mnie ciepłe słowa wdzięczności, że ktoś przyszedł i te zdjęcia zrobił, bo oni sami nie byli w stanie.